Depresja jest wielkim cierpieniem. Trudno je opisać.

Nie pojmie jej ktoś, kto nie doświadczył tego bólu. Jednak warto zobaczyć też taką prawdę, że dla wielu ludzi cierpienie związane z depresją, narkomanią czy alkoholizmem jest drogą rozwoju.

Bez cierpienia nie jesteśmy w stanie nic w sobie zmienić.

Dopiero ból każe nam szukać, próbować innych dróg, zmieniać sposób myślenia, reagowania, zmieniać swój stosunek do siebie, do innych ludzi.

To nie jest proste!

Moja depresja na przykład mnie paraliżowała, nie byłam w stanie nic robić, nic zmieniać. Najchętniej zakopywałam się w łóżku i nakrywałam kołdrą na głowę.

Ale przychodzi taki dzień, gdy spotykamy jakiegoś człowieka, czy wpada nam w ręce lektura i wszystko zaczyna się odmieniać.

W niezwykłej książce księdza Tadeusza Dajczera «Rozważania o wierze» przeczytałam, że Pan Bóg doświadcza ciężkim cierpieniem tych, których bardzo kocha. Jakże trudno było mi się z tym pogodzić! A jednak.

Gdy patrzę na różne losy, widzę, że ludzie sukcesu, którym wszystko się udaje, na ogół daleko są od Pana Boga. On jest im niepotrzebny.

Mają swoją udaną rodzinę, dobry dom, karierę zawodową — za czym mają jeszcze tęsknić? I nagle przychodzi taki moment, że pojawia w ich życiu irracjonalna tęsknota.

Zaczyna ich męczyć nieokreślona pustka, którą wypełniają bogatym życiem towarzyskim, podróżami, drinkami, wizytami w kasynie itd. A to już jest prosta droga do uzależnienia

Książka księdza Dajczera stała się dla mnie zaczarowanym przewodnikiem po życiu. Uwielbiam ją do dzisiaj i często do niej wracam. Ale wielu moich znajomych, którym tę książkę polecałam, nie podzielało mego zachwytu. Widocznie jeszcze Pan Bóg o nich się nie upomina?!

To nie jest tak oczywiście, że po lekturze książki — jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki — nagle wszystko się zmienia i w oka mgnienie zdrowiejemy. Ta lektura może być drogowskazem, nadaniem kierunku poszukiwań i kierunku zmian.

116 Responses to “Cierpienie droga do wolnosci”

  1. gunia says:

    Do Probujacy: dzięki że się odezwałeś. Jakoś się trzymam. Ten facet, o którym kiedyś pisałam /ten związany z moją pracą/... coś jednak między nami zaiskrzyło i to mi daje dużą siłę. Ciekawe na jak długo. Cieszę się, ale i jestem w rozterce... Na razie ok. Myślę, że Twoja praca też jest w pewnym stopniu lekarstwem na smutki. Trzymaj się, pozdrawiam Cię ciepło.

  2. probujacy says:

    Do gunia: Wiesz, zastanawiające jest, jak różne rzeczy, tematy i motywy mogą wprawić człowieka w różny nastrój. Przez mniej więcej trzy dni walczyłem z sąsiadem, kłóciłem się z nim, waliłem w sufit, dzwoniłem na policję; istna paranoja. W sumie nieważne o co chodziło, ważne jest natomiast to, że przez ten czas nie myślałem o swojej depresji... tzn. nie miałem za wiele czasu na to, biorąc pod uwagę pracę i spanie. Ale jak zdałem sobie z tego sprawę, to wyszlo mi na to, że jednak lepiej kłócić się z dokuczliwym sąsiadem, niż w samotności przeżywać koszmarne chwile... Zastanawia mnie w tym momencie fakt, ilu dokuczliwych sasiadów może cierpieć na depresję? Czy dokuczanie innym może być pewnego rodzaja odskocznią od depresyjnego bagna?

    Niemniej jednak, żeby nie zanudzać, cieszę się, że się odezwałaś do mnie. Rozmowa nawet na forum zawsze jakoś pozytywnie wpływa, przynajmniej na chwilę...

    A co do Twojego 'roziskrzonego' kolegi z pracy — nie zastanawiaj się 'jak dlugo', ile jeszcze', po co mi to wszystko' albo 'co będzie jak sie nie uda'. Wiem, że tego typu pytania to codzienność, ale najłatwiej jest ocenić sytuację komuś z boku. A ktoś taki zawsze powie: 'bierz byka za rogi', idz na calość', 'co Ci szkodzi', 'Daj się ponieść emocjom' itp. W normalnej sytuacji też bym tak powiedział, ale że nie czuję się tak, to powiem... dokładnie tak samo!

    'coś jednak między nami zaiskrzyło i to mi daje dużą siłę.'

    Co tu dodać więcej...

    Obyś już na to forum nie musiała zaglądać...

    Pozdrawiam wszystkich

  3. admin says:

    probujący: to piękna opowieść o sąsiedzie! A jakże prawdziwa!

    Mam takie dwie refleksje, a może nawet trzy :)

    Żony alkoholików wpadają w stany depresyjne, gdy nagle mężowie przestają pić. Natomiast, gdy mężowie przychodzą pijani do domu, dostają energii i chce im się wtedy sprzątać, prać i gotować. Dlaczego? Bo lęk został «skanalizowany». Najbardziej destrukcyjny jest lęk, który jest irracjinalny.

    Gdy z wielkim wysiłkiem zabrałam się za naukę jazdy samochodem, wbrew sobie i wbrew moim możliwościom, depresja poszła na urlop. Wysiłek i stres spowodował wyzwolenie od niej.

    Kiedyś, przed laty, mój psychoanalityk powiedział, że moja depresja, to moje emocje, które siedzą we mnie. Ja je trzymam w sobie, nie daję im ujścia, więc buszują po mnie w bolesny sposób.

    Więc ten Twój sąsiad jest odzwierciedleniem «w jednym» tych trzech sytuacji, które powyżej opisałam.

    Moim zdaniem depresja jest niczym innym, jak nieokreślonym lękiem, który żyje w nas jak wirus. Ten lęk najprawdopodobniej został zaszczepiony w dzieciństwie. A to awantury w domu, a to lękowe spojrzenia matki, a to odrzucenie naszej dziecięcej miłości przez niedojrzałych rodziców.

    Oczywiście nie każdy od razu łapie depresję, ona jest «przynależna» nadwrażliwcom.

    I tyle :)

    Bardzo mi się podoba Twoje spostrzeżenie, że awanturni sąsiedzi, to zapewne depresanci, którzy znaleźli sposób na polepszanie sobie samopoczucia :)

    Moja leciwa mama dostaje rumieców i wygładza jej się buzia, gdy w rodzinie jest wielka awantura. Natomiast błogi spokój powoduje, że zapada się w siebie, mizernieje.

    Więc moja dzielna mama dba o to, żeby nie brakowało konfliktów w rodzinie. Używa do tego całej swojej nie małej inteligencji.

    Pozdrawiam i życzę kolejnych twórczych obserwacji oraz udanej autopsychoterapii (ja tylko w nią wierzę!)

  4. gunia says:

    Do Probujacy; a jednak zaglądam, choć na razie czuję się dobrze. Miło mi, że się odezwałeś i dzięki za Twoje trafne przemyślenia. Masz rację, że cokolwiek co wzbudza nasze emocje, pozwala odsuwać depresję, a to już jest pozytywne /może nawet kłótnia z sąsiadem/. Wszystko lepsze niż depresja. Życzę Ci mimo wszystko pozytywnego odczuwania. Trzymaj się, pozdrawiam ciepło i odzywaj się

  5. probujacy says:

    Witam

    Kolejne trudne dni, odsuwam się od ludzi, boję się ich, nie potrafie sobie poradzić z towarzystwem, boję sie konfrontacji... Już nawet nie wiem, czy to pisanie ma jeszcze sens.

    Admin: masz racje, że depresja to emocje siedzące w głowie, trzeba je stamtąd wyrzucic. Tylko jak? To nie takie proste. Straciłem pracę, więc będę miał trochę czasu... może jednak lekarz? Oby mi sił starczyło, aby tam pójść...

  6. gunia says:

    Do Probujacy; trzymaj się i nie załamuj. Życzę Ci wiele sił i pozdrawiam ciepło

  7. Unknown says:

    Siema

    Wita was ten sam Unknown co kiedyś, tzn nie do końca. Miałem (mam?) ciężką depresję (ciężka jak każda z jego punktu widzenia), schizofrenię, manię prześladowczą i inny brud w głowie. Wydaje mi się, że wyzdrowiałem, od razu mówię, że za sprawą Boga, wspomógł mnie niesamowicie, pomimo kolejnych problemów, moja bezradność malała. ALE!!! I tu jest wieeeelkie ALE! Teraz widzę, albo stałem się samolubny, leniwy, mściwy, nerwowy!! Jestem ciągle rozdrażniony! Nie podoba mi się teraźniejsze moje JA... Z emocjonalnego delikatnego kwiatka zostały ze mnie tylko kolce... Przekwitłem? Na to wygląda...

    1 Rosnący kwiat — szczęśliwy słodki i twardy, cierpliwy i zdecydowany, wesoły i rozważny

    2 Rozkwitnięty kwiat — delikatny, osłabiony, podatny na bodźce zewnętrzne

    3 Przekwitnięty kwiat — słaby, śmierdzący, brzydki, raniący, gbur...

    Pozostało mi już tylko odejść z tego świata?

    Pozdrawiam...

    Z deszczu pod rynnę... a wcale się nie umyłem.

  8. Unknown says:

    Chyba nawet umiem wytłumaczyć ten stan... Zrobiłem się samolubny, bo w chorobie nie miałem żadnego wsparcia, byłem sam, każdy miał mnie w dupie... To tak samo jak z moją nieufnością... Nie umiem ufać bo zdradzono mnie nie raz... I teraz moją tarczą jest nienawiść?? Dużo rzeczy zrozumiałem podczas choroby i podczas wychodzenia z niej... wyciągnąłem wnioski... ale (znowu to «ale») jestem zbyt «cienki», żeby stosować się do tych mądrości... bo nie ufam nawet sobie, ani czy moje czyny mogą cokolwiek znaczyć... Teraz wiem co znaczy, że na nic człowiekowi mądrości...

  9. Unknown says:

    Witam

    Kolejny sen: We śnie piliśmy sobie w towarzystwie piwo, (...) po powrocie do domu kumpel pokazał mi dwie piosenki i powiedział że mam je zapamiętać, zapamiętałem jedną, obudziłem się i po 5 minutach zadzwoniłem do koleżanki która była na imprezie i mnie zaprosiła, wtedy w tle usłyszałem tę właśnie piosenkę ze snu, przestraszyłem się, więc odmówiłem... potem kumpela mi mówi, że impreza się zepsuła, ze wszystkich ludzi zostali najgorsi, jakieś cwaniaki i chce stamtąd jak najszybciej iść... wiem co to za ludzie i nie chciałbym być tam z nimi... Więc ten sen... to takie ostrzeżenie z Góry? Jeśli tak, to dziękuję za niego Bogu. Szkoda że nie pamiętam tej drugiej...

  10. admin says:

    Unknown!

    Ciągle szukam — z czego jestem dumna! Trafiłam na warsztaty pn «Kochaj rodziców i żyj».

    To dla takich dużych a niekiedy i starych dzieci, któte nie potrafią się pojednać z rodzicami, pogodzić itd.

    Tam usłyszałam takie określenie, że Centrala działa, ingeruje, prowadzi. Tak w nowoczesnym świecie i języku określa się Pana Boga.

    No więc w świetle tych nowych dla mnie terminów skomentuję Twój sen: Centrala działa!!!

    Pozdrawiam i pamiętam w modliwtie o Tobie i Julii i Rodzicach.

  11. Unknown says:

    Dzięki Adminie za pamięć, ja szczerze powiem, że zapominam w modlitwie o Was :( Nie będę się tłumaczył, słabo z pamięcią, bo to żalosne. Będę się starał nie zapominać! Pozdrawiam!

  12. Unknown says:

    No od tamtego czasu pamiętam o modlitwie :)

    Pozdrawiam i życzę wszystkim powrotu do zdrowia!

  13. k. nova says:

    Ja pamiętam o WAS od pewnego czasu w modlitwie

    szczerze pozdrawiam

  14. Unknown says:

    Wszystko jest tak banalne... a jednocześnie trudne do ogarnięcia. Co nas powstrzymuje przed podejmowaniem niektórych decyzji? Wstyd, duma, niewiedza, egoizm, lenistwo i wiele innych postaw których słów nie znam. Zapomniałem chyba o jednym z ważniejszych: strach... przed czymkolwiek, skutkami, przed działaniem, przez brak wiary w siebie. Jak dobrze «My» to znamy? Ale to nie tylko nasz problem, każdy człowiek, jeden bardziej drugi mniej, odczuwa to samo. Z racji tego że jesteśmy «nadwrażliwcami» dochodzi to do nas dobitniej... Czy to źle? Inni nie widzą zła które robią, bez sumienia z zimną krwią, więc pytanie... Czy rzeczywiście to z nami jest coś nie tak? Jako osoby o podwyższonym poczuciu moralności, duchowości, wrażliwości powinniśmy bać się tylko Boga, a nie tego że nie jesteśmy ludźmi szeroko rozpowszechnionego standardu, nadanemu przez «populacje» jakim jest bycie super-fajnym, super-pięknym, super-towarzyskim... Trzeba mieć tylko siłę żeby przeżyć to cierpienie bo «sens życia to samo jego przeżycie» Nie ważne jak ani gdzie, byle prosto do Boga. Więc nie róbcie na siłę rzeczy których w głębi duszy nie chcecie robić, nie starajcie się na siłę być ulubieńcem każdego. Głowa do góry.

  15. admin says:

    Unknown, dziękuję i też pamiętam!

    Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś, tak — to są fakty.

    Proponuję wszystkie cierpienia oddawać Panu Bogu — choć to nie jest łatwe. Najlepiej w jakiejś intencji.

    Jeśli mnie boli, jeśli jest mi źle, mówię: Panie Boże, Ty to widzisz i ja Tobie to oddaję.

    Pozdrawiam :)

  16. k. nova says:

    Oddaję się Tobie Panie z tym wszystkim co mi dolega.

    Ty przyjmij moje cierpienie i ześlij pomoc z nieba.

    Niech Twej pomocy doznają razem ze mną Ci co się źle mają,

    A zwłaszcza proszę o jedno, o siłę Ducha potrzebną

    do tego by tu, na ziemi

    wytrwać z tymi wszystkimi,

    którzy ranią duszę i ciało,

    a litości wcale nie mają,

    dla nas chorych na duszy

    poddanym ciężkim katuszom.

    Proszę Cię Panie przyjdź

    i pomóż pokonać... (strach).

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>