16 marca

Znowu trudne dni. Czarne doły, lęki przed chorobą, śmiercią. Najchętniej bym spała. Przytulić się do poduszki, nakryć kołdrą, odgrodzić się od wszystkiego. Rano, gdy się budzę, czuję ścisk w żołądku (znowu nie będę mogła zjeść śniadania), pali skóra i oblewam się gorącym potem.

Wstaję. Mam tyle spraw do załatwienia! Kołuje mi się w głowie, ruchy mam spowolnione. Jak ja przeżyję ten dzień? Nie dam rady!

Łazienka — trzeba się umyć, ubrać. Przebijam się przez każdą czynność.

Zrobić synowi drugie śniadanie, sprawdzić czy ma w tornistrze wszystkie książki. Brudno w mieszkaniu, nie mam siły włączyć odkurzacza — może jutro. Niech już wszyscy wyjdą z domu, chcę być sama.

Trzeba zrobić zakupy. Pójdę do sklepu. Żeby tylko nie spotkać żadnej sąsiadki, bo twarz mam sztywną i każdy może się zorientować, że ze mną coś nie tak. Idę. Zawroty głowy. Może się nie przewrócę i dojdę do sklepu. Stanąć przy ladzie, chwycić się kontuaru, żeby złapać równowagę.

24 marca

Chyba jestem śmiertelnie chora! Trzeba iść do lekarza.

29 marca

Lekarz mnie zbadał.

— Pani jest absolutnie zdrowa!

— Jak to? — pytam zadziwiona.

— Pani ma depresję, proszę się zgłosić do psychologa.

21 maja

Nie umiem sobie przypomnieć, jaka była dziesięć lat temu. Na pewno inna. Niestety nie umiem powiedzieć, jaka jestem teraz. Na pół obecna, automatycznie spełniająca swoje obowiązki matki, gospodyni domowej.

Brak akceptacji siebie, brak zgody na niezgodę.

2 października

Ostatnia sesja u psychoanalityka: lęk przed konfrontacją z oceną. Ja sama oceniam siebie nie najlepiej — powiedział pan doktor psychiatra. Ćwiczę jogę i oddechy- uduchawiam moje spięte ciało.

Czuję, że przegrywam swoje kolejne dni, przegrywam życie. Chcę być kochana, akceptowana — potrzebne mi to jak powietrze do oddychania. A jednak ciągle odczuwam brak miłości. Czy ja sama potrafię kochać?

2 marca

Wczoraj ostatnia sesja u psychoanalityka. Mam sobie sama radzić!

Trudne poranki. Dom, na którym nie potrafię się oprzeć, dom, który nie ma we mnie oparcia. Smutek, strach, brak perspektyw. Synowie rosną, potrzebują mnie. Owszem gotuję, piorę, czasem i wyprasuje, ale gdzie jest mój uśmiech dla nich, gdzie jest ciekawość i radość świata, którą powinnam im przekazać?

30 marca.

Jaka jestem? Jaka pragnę być? Czy można w moim wieku przebudować swoje spojrzenie na siebie? Czy mogę kształtować swoja rzeczywistość?

Powiedziałam panu doktorowi, że mogę i chcę, że zacznę od najmniejszych rzeczy wokół siebie. Zacznę dbać o swoje ubrania i kupię sobie coś nowego.

Tęsknota za niespełnionym, za czymś, czego jeszcze nie dotknęłam, co mnie jeszcze nie spotkało.

Mój psychoanalityk mówi, że jeśli zaczynam się źle czuć, to mam pomyśleć, czego się boję. To jest trudne, bo gdy zaczynam się źle czuć, to boję się wszystkiego, począwszy od tego, że za chwile stracę przytomność, po lęk przed wizytą znajomych.

12 kwietnia

47 Responses to “Historia choroby”

  1. Anna says:

    czytając historię choroby poczułam się jakby ktoś już mnie zdemaskował i opowiedział na forum o tym jak wygląda moje życie... różnice w opowiadaniu polegają jedynie na tym, iż mam córkę i syna i nie rozstałam się z mężem uzależnionym od alkoholu, ale podjęłam skuteczną walkę z jego alkoholizmem. porzez współpracę z poradnią AA -wygrałam! 7lat abstynencji!..ale ja upadłam...dziś jestem wrakiem...tzn. na ten moment...niestety organizm odreagował...choć jeszcze mam nadzieję, że podniosę się...

  2. pola says:

    do Katarzyna:

    Droga Kasiu, siedem lat temu miałam podobne myśli jak Ty. Zostałam zgwałcona. Miałam 15 lat. Tylko śmierć wydawała mi się jedynym wyjściem, odciążeniem, ucieczką...

    Niestety miałam pod ręką tabletki i połknęłam garść...

    Odratowali mnie cudem, to niczego nie rozwiązało. Ja wtedy nie myślałam o uczuciach najbliższych. Byłam jakby otępiała uczuciowo...

    Dużo czasu upłynęło zanim pojęłam, że to było najgorsze rozwiązanie. Wiesz, kiedyś poszłam na pogrzeb młodego chłopaka-samobójcy z mojego miasteczka. Nie znałam go w ogóle, ale wyobraziłam sobie, że to mój pogrzeb...

    Patrzyłam na jego zapłakaną mamę, widziałam beznadziejność w oczach kolegów... To mnie otrzeźwiło.

    Nie mamy prawa skazywać bliskich na takie cierpienie, choćbyśmy same niewyobrażalnie cierpiały...

    Kasiu, chciałabym jeszcze polecić Ci książkę, która bardzo pomogła mi zmienić spojrzenie na życie. Może ją znasz «Weronika postanawia umrzeć» Paulo Coelho. Przyjemnie się ją czyta, mi ona pomogła nabrać więcej odwagi do życia.

    Chciałabym Ci jakoś pomóc

    Pozdrawiam Cię serdecznie

    mój mail

    pauletee@wp.pl

  3. anita says:

    już trzeci rok choruję. Jest coraz gorzej, wszystko mnie denerwuje. Tak jak lubilam wiele zajeć domowych, tak na nic nie mam siły i ochoty. Może mam źle dobrane leki? te besenne noce to koszmar! A tak naprawdę nikt tego nie rozumie. Ludzie nazywają nas psychicznymi. Jest to przykre. Brak wiedzy i wsparcia! Żyję w świecie ciemności!

  4. ameaxis says:

    Aż nie wiem od czego zacząć... Z depresją męczę się od lat. Wiem, że powinnam się cieszyć, bo mam pracę, mieszkanie i studiuję. Tylko co mi po tym, jak nie radzę sobie... Wypłata mi idzie na opłaty, dalej już nie zostaje nic. Moja szefowa ma mnóstwo kasy i jest wredna. Ostatnio mnie dobiła, mówiąc, że nic nie umiem i mam tę pracę dzieki jej wspaniałomyślności... Mam kredyty do placenia, nie wiem za co zapłacę studia... Piec mi się zepsuł, nie mam nawet cieplej wody... Praca mnie dobija, wszędzie tylko trudności... Do tego bardzo słabo widzę. Medycyna w Polsce nie może mi pomóc, a ma być ponoć coraz gorzej. Czuję się jak śmieć, jak dno. O wszystko muszę się starać 2 razy bardziej niż inni, a wcale nie osiągam wiele. Ciągle słyszę krytykę... Zawsze mnie krytykowano. Mam tylko 23 lata, ale dużo już przeżyłam... Alkoholizm matki w dziecinstwie to tylko jeden ze smaczków. Wszyscy tylko żądają. Zero zrozumienia. Nienawidzę rano wstawać... Najchętniej bym zasneęła... Jestem zmęczona, przybita... Każdy drobiazg mnie dobija. Bardzo łatwo wpadam w złość. Czasem już nie wytrzymuję i rzucam czym popadnie. Czuję się do niczego. Mam wrażenie, że w życiu nie czeka mnie nic dobrego. Mam faceta — wspaniały człowiek, ale chyba ma mnie już dość... Tylko dla niego się jakoś trzymałam. Ale ostatnio mam szczególnie dosc... Najbardziej wkurza mnie ten brak zrozumienia i WEŹ SIĘ W GARŚĆ! Jak tu się wziaąć w garść? Dodatkowo: «ja się tak staram, żebyś miała dobrze, a Ty masz to gdzieś...». Brawo, nie ma to jak obciążyć jeszcze poczuciem winy, że się ma doła i jest smutno. I tylko słyszę, że marudzę, że jestem zmęczona, że chcę spać... Przepraszam, że mam niedoczynność tarczycy i potrzebuje wiecej snu, przepraszam, że mam 8/13 dioptrii i nie widzę, co jest napisane na tamtej tablicy, albo że nie nadążam. Przepraszam, że jestem głupia, przepraszam, że jestem kaleka, że sobie nie radzę!!!! Są chwile, że mam ochotę ze sobą skończyć... Z drugiej strony chciałabym zmienić obecny stan, bo już nie wytrzymyję... Tylko nie wiem jak zacząć.

  5. E. says:

    Kochani, zapytajmy się siebie, dlaczego tak się dzieje, skąd ta depresja, i szukajmy przyczyn, szukajmy, tak długo aż znajdziemy.

    Z innego forum: «Miewałam depresje przez całe życie. Brałam różne leki, oczywiście. Dziś nie biorę nic. Czuję się świetnie. Akceptuję to, że czasem mam doła. Jak wyszłam? Zajęłam się swoim dzieciństwem, poszłam na terapię, odkryłam wczesnodziecięce nadużycia, przemoc fizyczną. Całe życie uciekałam nie wiedząc przed czym. gdy odstawiłam leki, alkohol, papierosy, rozwiodłam się, zaczęłam terapię — wszystko zaczęło nabierać sensu, zniknęły stany depresyjne, uczę się kochać siebie, uczę się godzić z przeszłością, stawiam granice, itd.»

    Kochani, nigdy się nie poddawajmy!!!

    Pozdrawiam Was wszystkich ciepło.

    E.

  6. Danusia says:

    ameaxis, przeczytaj sobie te strony, świadectwa innych, a będziesz wiedziała od czego zacząć. Pozdrawiam Cię b.serdecznie.

  7. adelcia says:

    droga Dominiko... jestem tu nowa, ale bardzo szczęśliwa, że przeczytałam Twoje słowa... Czuję się tak samo... Czy taki rodzaj rozmowy Ci pomógł?

  8. adelcia says:

    ameaxis... popłakałam się, jak czytałam Twoje słowa... szczególnie WEZ SIE W GARSC!! I te słowa o poczuciu winy, podczas gdy robisz wszystko, zeby było ok... a tak nie jest... życze Ci przypływu sił!

  9. Emila says:

    Też cierpię na depresję... no właśnie, moje życie wydaje się być jednym wielkim cierpieniem... jak Twoje... Chyba powinnam napisac coś optymistycznego, coś w rodzaju «weź się w garść», ale to raczej nikomu nie pomaga... Może w tym całym zagmatwanym świecie naważniejsze jest, żeby się podnieść, zacząć od drobnych spraw wokół siebie, zrobić coś dla sibie... Jeśli będziesz liczyć na to, że inni pokochają Ciebie, bo ty siebie nie kochasz, to raczej nie poczujesz się lepiej... Zwrócenie się ku «Sobie» i próba odnależienia własnego «Ja», jest czasem punktenm zwrotnym — może od tego warto zacząć? Zastanowić się, jak odbudować poczucie własnego sensu życia... Ja przynajmniej się staram, każdego dnia od nowa... pozdrawiam baaardzo ciepło, głowa do góry :-)

  10. Włodek says:

    Kolejna noc spędzona w samotności

    I znów zaczyna się nowy dzień

    Piękne emocje zniknęły w nicości

    W ogromnej pustce moich marzeń

    Nie wiem czy zdołam odnaleźć tę siłę

    Która przeprawi mnie na drugi brzeg

    Tak łatwo jest wpaść w rzekę cierpienia

    I płynąc z prądem zatopić się w sen

    Nie chcę zgubić się w swoim bólu

    Zabłądzić w labiryncie własnych wspomnień

    Dlaczego los porwał moje szczęście

    I bez wyrzutów strącił je w ogień

    I znów mija kolejna noc

    Tak jak poprzedniej zostałem sam

    Otulam umysł ciepłym snem

    By ukryć duszę pełną ran

  11. Włodek says:

    Wcześniej, gdy czułem opisane przez was stany, starałem się to z siebie wyrzucić, przelać na papier, szukając ukojenia w muzyce, wcześniej mi to pomagało, więc i wy spróbujcie, kto wie być może okaże się pomocne, mimo iż brzmi naiwnie. Pozdrawiam

  12. babcia ela says:

    Masz rację, że muzyka pomaga.To jest także mój sposób na ogromny smutek, rozpacz. Wyciszenie się poprzez muzykę. Naprawdę pomaga.

  13. Dania says:

    Ale mi ulżyło, gdy psychiatra powiedział mi, że to depresja, bo pomyślałam — och, to nie jestem wredna tylko chora, więc muszę jakoś sobie z tym poradzić. No i jakoś radzę. Leki — zwykły hormon serotoniny i jak dużo wspomaga. No i pomogło zapisywanie na papier uczuć. A żeby nie myśleć o niczym... nie umiem medytować, ale układam na komputerze pasjansa i to mi pomaga się wyciszyć — muzyka też.

  14. Kasia says:

    Witam. Mam 17 lat. Gdy mialam 14 lat, dopadły mnie silne stany przygnębienia... Przestałam spotykać się z przyjaciółmi, ludzie mnie drażnili, wszystkim robiłam na złość, byłam nieszczęśliwa, nienawidziłam innych i wszystkiego co było dobre... Mój dzień polegał na pójściu do szkoły, chowaniu się po łazienkach itp przed ludzmi, z nikim nie rozmawiałam, a jak ktoś podszedł, to albo nie wiedziałam co powiedzieć, albo mówiłam coś, przez co sami uciekali... Dopiero po ok. roku zaczęłam przyglądać się ludziom i zauwaąałam, że są inni ode mnie... Myślałam na początku, że to oni są dziwni... Zawsze się śmiali, wygłupiali, a dla mnie to było żałosne... Przez cały ten czas prawie codziennie płakałam i nic nie robiłam, oprócz pójścia do szkoły i spania... Potrafiłam się rozpłakać na środku ulicy, albo w sklepie, w szkole też nie raz płakałam i myślałam, że to normalne w moim wieku, że tak wygląda dojrzewanie... Potem poznałam pewnego chłopaka... Zaczęliśmy się spotykać i to on dał mi nadzieję na lepsze jutro... Zaczęłam być szczęśliwsza niż wcześniej... Wydawało mi się to pyszne i miałam poczucie winy, że jestem szczęśliwa, bo inni wydawali mi się nieszczęśliwi. Lecz mimo to staralam się utrzymać go przy sobie jak najdłużej. Po 3 miesiącach rozstaliśmy się. Znowu płakałam w szkole i wszędzie, lecz wtedy już miałam przyjaciół, z którymi się spotykałam i dzięki nim nie myślalam tak o tym wszystkim. Wygrzebałam się, lecz zaczęły się inne problemy... Strasznie się stresowałam szkołą. Czasami przychodziłam cała zlana potem, albo w nocy prawie w ogóle nie spałam, albo spałam po 16 godzin na dobę, albo dłużej... Byłam wyczerpana... Raz czułam się okropnie a raz cudownie i wtedy z reguły nie mogłam w nocy spać, tak jakbym się bała, że ktoś zaraz odbierze mi to szczęście co mam. Bałam się nie być na każde zawołanie, bo przecież mogli mnie wszyscy olać... Mama mnie nie rozumie. Taty prawie nie ma w domu. Mama myśli tylko o sobie — jakie buty sobie kupić itp. A ja tak jakbym się dla niej nie liczyła, a czasami mówi o mnie tak jakbym byla jej największym ciężarem, a naprawdę zaczęłam się starać... Od niedawna zaczęłam czytać w necie o depresji... i wydaje mi się, że to nie ludzie są dziwni, tylko to ze mną jest coś nie tak... Boję się wszystkiego, boję się szkoły, czasami boję się z kimś spotkać... Nienawidzę siebie, chcę być inna, a nie taka nijaka... Mam wrażenie, że jestem inna, ale jak zaczęłam obserwować sama siebie, to już tak naprawdę nie wiem, kim jestem... Ostatnio zapisałam się do psychiatry na wizytę lecz mama powiedziała, że nie da mi pieniędzy, bo na to tylko ich szkoda... No i musiałam odwołać, chociaż nie chciałam, bo czułam, że to moja jedyna szansa... Było już dobrze, tylko że byłam strasznie zestresowana, ale w miarę szczęśliwa, ale już znowu od 2 miesięcy nie mogę się pozbierać... Codziennie płaczę kilka razy dziennie, już nawet koledzy w klasie się mnie często pytają co ja taka smutna... Chociaż staram się to ukrywać... Czy to jest depresja? Co mi jest? Prosze o odpowiedź, to takie ważne dla mnie...

  15. mama oli says:

    Witam! Jestem w 23 tygodniu ciąży.....................Wszystko mnie przeraża, boję się wyjśc, bo mam myśli, że komuś coś w tym może nie pasować, że będzie miał pretensje, że robię to, a nie coś innego...........Dużo płaczę z byle powodu, ostatnio przepłakałam pół dnia, bo nie wiedziałam co zrobić na obiad i z tego wszystkiego nie miałam ochoty sprzątać, a potem znowu płakałam, że jest syf i znowu chciałam zniknąć.............................Nie wiem, co się ze mną dzieje............Boję się siebie, bo czasami mam ochotę zrobić sobie krzywdę.............................

  16. kasia says:

    kilka lat temu miałam załamanie nerwowe. Popadlam w rodzaj psycho-fizycznej katatonii. Przez 3 miesiące praktycznie nie wychodzilam z łóżka, dzień w dzień piłam w tym łóżku i oglądałam telewizję. Z tego stanu wyciągnęli mnie moi przyjaciele, którzy niezrazżni tym, że czasem i ch wyzywałam, przeganiałam i krzyczałam, że wiem że mnie nienawidzą, nadal przychodzili do mnie cały czas i opiekowali się mną. Z depresja walczyłam prawie rok. I wygralam. Od 3 lat żyję na emigracji i kilka miesięcy temu moja depresja powróciła. Miałam chłopaka i tak zwanych przyjaciół, ale wszystko skończylo się kilka dni temu. Chłopak mnie rzucił, bo stwierdził, że ma dość tego, że ciągle się nad sobą użalam i nie wiem czego chce. A ja wypiłam litr wódki i zwyzywałam moich przyjaciół, z którymi zresztą mieszkam, pociełam się, biłam głową w ącianę, zerwałam wszystko ze ścian. I nie wiem co dalej.

  17. Anka says:

    Szukając informacji na temat depresji, natknęłam się na Wasze historie. Dlaczego tak jest, że pozornie wyglądamy na szczęśliwych, a w środku człowiek usycha. Mam już dość tych moich dołków. Czuję, że jestem kochana, mam naprawdę dobrego męża i wspaniałego syna, ale nie chce mi się żyć. Wiem, że wiele ludzi chciałoby być na moim miejscu, ale ja sama nie wiem czego chcę. Próbuję zrozumieć, skąd bierze się ten mój nastrój i nie potrafię znaleźć odpowiedzi. To wcale nie jest tak, że jestem rozhisteryzowaną paranoiczką. Staram sie cieszyć ze wszystkiego i doceniać to, co daje los, ale czynię to bardziej ze zdrowego rozsądku, a nie z serca. Zastanawiam się, czy koszmar dzieciństwa z ojcem alkoholikiem nie ukształtował mojej psychiki. Myślałam kiedyś, że jak skończę studia, będę mieć normalną rodzinę i pracę, to te straszne wspomnienia znikną i nie będą mieć wpływu na moje dalsze życie, ale to chyba nie jest takie proste. Mąż ma już dość moich ciągłych «dołów», a ja nie potrafię udawać, że wszystko jest ok. i nawet nie potrafię wytłumaczyć mu, o co tak naprawdę mi chodzi. Jednak odrobinkę zrobiło mi się lżej, że tak proste sprawy jak wybór, co ugotować na obiad, urastają do rangi wielkiego problemu nie tylko w moim przypadku. Cieszę się, że mogłam to wszystko wyrzucić z siebie. Normalnie staram się udawać ze wszystkich sił, bo nie chce być wyśmiana. Pozdrawiam wszystkich z problemami i bez.

  18. Elka says:

    Czytając te wszystkie Wasze wypowiedzi, czułam się tak jakbym czytała swój pamiętnik. Na depreję choruję już 3 lata — świadomie. Wcześniej, przez jakieś 10 lat miałam zaburzenia depresyjne, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to jest poważna choroba. Raz jest lepiej, raz gorzej. Leczyłam się u psychiatry, brałam leki, chodziłam na terapię. Niestety, teraz nie robię żadnej z tych rzeczy. Przepadły mi 2 wizyty u lekarza, skończyły się leki. Było nie najgorzej, więc pomyślałm sobie, że sama dam sobie radę. Tymbardziej, że po terapii byłam silniejsza psychicznie. Niestety, przeliczyłam się. Nadal są gorsze i lepsze dni, ale tych gorszych jest więcej. Na dodatek nie mogę przestać płakać. Płaczę w kościele, w domu, nawet wczoraj oglądałam film «Cacper», który przecież jest prawie że komedią, a ja płakałam jak bóbr. Kończy mi się zasiłek dla bezrobotnych i muszę szukać pracy, ale boję się, że albo sobie nie poradzę, albo po 2, 3 miesiącach będę miała tej pracy po dziurki w nosie i będę codziennie rano klęła, że znowu tam muszę iść. Wiem coś o tym, miałam tak nie raz. Sama jestem na siebie wściekła, że nie potrafię odnaleźć się w żadnej pracy. Chciałabym znależć pracę chałupniczą, taką, żebym nie musiała wychodzić z domu, ubierać się, stroić itd. Jednakże na rynku jest dużo oszustów, którzy wyłudzją pieniądze za jakieś startery a w rzeczywistości nie oferują żadnej pracy.

    Chciałabym przestać płakać, móc się śmiać i cieszyć z byle czego, przestać się bać niewiadomo czego, poczuć szczęście, dać szczęście innym. Czy to tak dużo?

  19. ela says:

    Ja też przeszłam tę chorobę. Miałam w życiu dwa epizody depresyjne i dwie próby samobójcze. Nie będę Wam opisywać moich kilkuletnich cierpień,, bo Wy odczuwacie identycznie, tylko szczegóły i okoliczności są inne. Leczyłam się u różnych psychiatrów, którzy jednak źle zdiagnozowali rodzaj mojej depresji i przyjmowane lekarstwa nie dawały żadnego rezultatu. Powiem tylko, że podczas drugiego epizodu znalazłam się w szpitalu, gdzie mój stan jeszcze się pogorszył, do tego stopnia, że oprócz okrutnych cierpień psychicznych, fizycznie byłam półżywa. Pewnego rodzaju paraliż ogarnął moje ciało, nie miałam siły się ruszać, nie potrafiłam siedzieć, z trudem przyjmowałam niewielkie ilości pokarmu. Leżałam więc skulona jak embrion. Żadne lekarstwa dalej nic nie pomagały. Czytałam wcześniej wiele na temat depresji i w tym ciężkim stanie, kiedy będąc w szpitalu tak pragnęłam umrzeć, ale mi nie pozwalano, nagle przyszła do mnie myśl o elektrowstrząsach i poprosiłam o nie. Od razu się zgodzono i to był przełom. Wkrótce wyszłam ze szpitala, udałam się do najlepszego (w moim mniemaniu) w okolicy lekarza, który wreszcie prawidłowo zdiagnozował moją chorobę i zapisał odpowiednie lekarstwa, które doprowadziły do wyzdrowienia. Obecnie od trzech lat jestem zdrowa, choć w dalszym ciągu biorę lekarstwa stabilizujące i zabezpieczające przed nawrotami. Nareszcie, jaka to ulga, potrafię śmiać się i cieszyć, chociaż moich przeżyć nigdy nie zapomnę i ich wspomnienia wracają każdego dnia. Jednak nie ranią mnie, tylko mówią mi, że ci którzy nie znają naszego cierpienia, nie żyją do końca prawdziwie, lecz często złudnie. Tak więc spytacie mnie co tu robię — zadowolona z życia. Nie do końca tak jest. Dalej się uczę jak żyć i ciągle mam pytania, na które nie znam odpowiedzi. Smutek i poczucie krzywdy, ktorą wyrządziło mi życie, obarczając mnie tą okrutną chorobą czasami powraca.

    Chociaż na razie wygrałam z depresją, nie mam zamiaru pouczać Was, co macie robić, mówić Wam «weźcie się w garść, wszystko będzie dobrze, nie smućcie się». Tego typu rady są najgorsze dla ludzi owładniętych depresją. Sama tego doświadczyłam i wiem, że jeszcze bardziej mnie pogrążały, gdyż czułam, że absolutnie nie potrafię ich spełnić. Jak któś może nam mówić, że nie mamy narzekać, czy możemy swoim uczuciom lęku, smutku powiedzieć — odejdźcie!

    Piszę do Was dlatego, że chciałabym Wam jedynie powiedzieć, jak ważna jest w naszej chorobie odpowiednia diagnoza i jak trudno lekarzom, częto bez ich świadomej winy, określić jakie lekarstwa przepisać. Tak skomplikowana jest depresja. Jak już wspomniałam, przeczytałam wiele fachowych publikacji i po wyjściu ze szpitala (gdzie do końca stawiali mylną diagnozę) powiedziałam lekarce o moich przypuszczeniach, co do rodzaju depresji. Ona potwierdziła je.

  20. ela says:

    Pozornie wygląda na to, że tyle jest roddzajów depresji, ile ludzi na nią chorujących. Odczucia są często prawie jednakowe, dlatego kiedy czytamy umieszczone tutaj wypowiedzi mamy wrażenie, że to nasza historia. Czujemy to samo i cierpimy podobnie. Jednak różnice występują w zależności od podłoża choroby, także badacze często stosują różne nazewnictwo dla określenia typu choroby. Ogólnie depresję dzieli się na reaktywną, czyli tą, która następuje w wyniku reakcji na jakieś smutne, tragiczne i nieszczęśliwe wydarzenie (tutaj w wielu przypadkach pomaga psychoterapia, choć lekarstwa przyspieszają wyjście z choroby) i afektywną, która jest często dziedziczna i pojawia sie bez jakiegokolwiek powodu i w najmniej oczekiwanym czasie naszego życia, nawet kiedy jesteśmy zadowoleni i szczęśliwi. Czasem jednak cierpimy na chorobę afektywną, będąc przekonani, że nasza depresja jest wynikiem złych przeżyć, (czyli reaktywna). Nie zdajemy sobie sprawy, że te przykre przeżycia są właśnie wynikiem już istniejącej wcześniej choroby afektywnej, która fałszuje nam obraz postrzegania świata. I ta sytuacja jest najczęstszą przyczyną błędnych diagnoz lekarzy (tak było w moim przypadku). Tak więc przy depresji reaktywnej narzekamy i cierpimy w wyniku przykrych i tragicznych wydarzeń. Natomiast przy depresji afektywnej, często zwanej biologiczną, najpierw występują dolegliwości somatyczne (fizyczne) a póżniej cierpienia psychiczne. Jednak w obu tych przypadkach objawy choroby są podobne i dlatego dochodzi do nieprawidłowości w rozpoznawaniu depresji, podawaniu choremu nieodpowiednich lekarstw i tym samym braku pozytywnycfh rezultatów w leczeniu choroby.

    Uraczyłam Was tymi nudnymi wywodami tylko dlatego, abyście nie musieli tak długo niepotrzebnie cierpieć jak ja, gdyby Was błędnie zdiagnozowano. Trudność w określeniu skutecznego działania lekarstwa wynika także z tego, że pierwsze pozytywne wyniki i poprąwę samopoczucia osiąga się dopiero po upływie ok. 1 miesiąca, a nawet dłużej. Wielu z nas nie miało tak wielkiej cierpliwości, aby tak długo czekać. Dlatego tak dużo osób chorych na depresję rezygnuje z leczenia farmakologicznego i cierpi przez wiele lat. Czasam choroba kończy się tragicznie. Ale nie musi tak być. Warto jednak wiedzieć o tym, że depresja nie niszczy naszego mózgu, on pozostaje nieuszkodzony, chociaż pozornie wydaje się nam w chorobie, że pozostaniemy już «nienormalni». Takie fałszywe wrażenie i doznawane cierpienia są wynikiem rozregulowania funkcji biologiczno-chemicznych naszego organizmu i zmniejszenia produkcji pewnych substancji potrzebnych do prawidłowego funkcjionowania mózgu. To przyczynia się do zmian naszego nastroju i cierpień zarówno psychicznych jak i fizycznych. Leczenie farmakologiczne polega na przywróceniu odpowiedniego stanu tych substancji, a tym samym prawidłowego działamia mózgu. Ta wiedza pochodzi z przeczytanych przeze mnie książek i jest wynikiekm ich analizy pod kątem moich doświadczeń. Uważam, że w przypadku zachorowania na depresję warto pomóc sobie wszelkimi sposobami, a jednym z nich są lekarstwa. Nie chciałam tu straszyć Was swoim przypadkiem, gdzie choroba przybrała bardzo ciążkie stadium. W wielu wypadkach depresja nie jest zbyt głęboka i po jakimś czasie sama przechodzi i to jest pozytywna informacja.

    Do Elki! Zasługujesz na to wszystko o czym napisałaś na końcu Twojej notki. Może warto jeszcze raz pójść do lekarza i przyjmować lekarstwa. Trzeba jednak wiedzieć, że ze względu na ich powolne działanie musiałabyś je przyjmować dosyć długo ( często ok roku lub więcej). Jeżeli chodzi o częste napady płaczu, to jest to jeden z typowych objawów choroby i pomaga zwalczać stres. Jednak gdy depresja jest głęboka, to płakanie jest niemożliwe, choć bardzo się tego pragnie. Pozdrowienia.

  21. myślę, że jestem podobna do każdego z Was po trochu. Wiem jak to czujecie. Sama mam problemy z akceptacja swojego istnienia na tym świecie,

  22. Aga says:

    nic nie ma sensu to mało powiedziane... Ja nie mam na nic ochoty... 1 marca musiałam się wyprowadzić z domu, nie zgadzałam się z mamą, siostra też miała mnie gdzieś, mój chłopak nie był mile widziany... hmm pewnie dlatego, że jako jedyny mnie wspierał. Dzisiaj coś we mnie pękło, same długi, muszę zrezygnować ze studiów zaocznych, bo nie dam rady się utrzymać, moja rodzina mi nie pomoże, nawet nie wiedzą, w jakim jestem stanie... Jestem sama, nie umiem o tym mówić, bo jak mówic o tym, tak by zdrowa osoba cię zrozumiała i pomagała. Opadam z sił, zaczeęłam nawet wątpić w moją miłość, że to wszystko nie ma sensu... i w sumie to ja sama nie wiem, czy jestem niezadowolona z miłości czy z życia?

  23. M. says:

    ...za każdym razem, gdy to do mnie wraca... eh... po prostu nie wiem co mam robić... siedzę, patrzę w jakiś punkt, a czas mija, mija... nie mogę się ruszyć, a jednocześnie wiem, że tracę każdą chwilę... już nie ma nawet takich rzeczy, które sprawiają mi przyjemność... jeśli coś robię, to z obowiązku, jakoś tam... to mnie zjada od środka... i nawet nie wiem co robić, jak z tym walczyć... pomóżcie proszę...

  24. alex says:

    Własciwie nie mam depresji, ale ma ją moja dziewczyna, z którą jestem już bardzo długo. Leczy się już ponad rok, czasami wydaje się, że już wszystko mija, ale znowu powraca. Kompletnie nie wiem, jak z nią rozmawiać, wszystko jest źle. Pierwsze co przychodzi na myśl, to właśnie “weź się w garść, wszystko będzie dobrze, nie smućc się", ale piszecie, że tylko daje negatywny skutek. Co robić w takim razie? Kompletnie tracę głowę, czasem nawet obwiniam się o wszystko. Boje się cokolwiek powiedzieć, żeby tylko nie pogorszyć sprawy. I tak jak napisala Aga, nie wiem, czy ona jest niezadowolona z życia czy z miłości?

  25. chrisj says:

    ehh, wszystko pasuje do mnie idealnie, może to trochę egoistyczne i chamskie, ale dzięki tym opisom po raz pierwszy od długiego czasu poczułem, że nie jestem sam, że ktoś czuje jak ja. Chęć ucieczki od ludzi, od wszyskiego. Mimo posiadania pieniędzy, udanego związku i wspaniałej rodziny nadal moim największym pragnieniem jest śmierć, albo chociaż gdybym mógł się wyłączyć aby to minelo. :-/

  26. elabuk says:

    Wspaniała Osoba napisała tę historię choroby. Dziękuję, że chciałaś poświęcić tyle czasu, żeby pokazać innym, jak to wygląda z perspektywy lat. Właśnie tak, trochę jak Wańka-wstańka, gdy nas to dopada — leżymy, gdy mija, czy to dzięki lekom, czy «samo» — stoimy. Najważniejsze, jak pisze Gerard, to nauczyć się rozpoznawać symptomy — wtedy już sama świadomość, że to znów ten dziwny stan, a nie nasze lenistwo, opieszałość, brak miłości w sercu — można wtedy się ratować dostępnymi na szczęście na rynku środkami. Trzymajcie się wszyscy z tej stronki. :) :) :)

  27. Unknown says:

    Ja też napiszę tyle co pamiętam z historii mojej choroby. Nudzi mi się, więc do dzieła. Nie pamiętam nawet kiedy to się dokładnie zaczęło, na pewno nie z dnia na dzień. Pierwszych objawów w ogóle nie rozumiałem, czułem, że coś złego się ze mną dzieje, ale nie bałem się, więc nie zwracałem na to uwagi. Schizy zaczęły mnie dopadać coraz częściej, zacząłem się zastanawiać nad sobą, dogłębniej co robie źle, zacząłem być bardziej podatny na sugestie innych. To zaczęło mnie gubić. Zamiast być sobą, słuchałem tego, co mówią i starałem się zmieniać pod «szkic» innych. To jeszcze nie był strach. Po prostu w mózgu zaroiło mi się takie coś, że aby być szanowanym i akceptowanym przez innych, muszę być inny... zacząłem robić z siebie clowna dosłownie. Później ogarnąłem, że wszyscy się odwrócili, albo to ja się odwróciłem patrząc tylko na siebie i nie mialem już nikogo. O dziewczynie nawet nie będę wspominał, bo to boli najbardziej i to w ogóle było jakieś nieporozumienie... Byłem ślepy i wierzyłem w byle sciemę, taki byłem słaby... Wtedy zacząłem się bać... schizy przerodziły się w... horror!! Miałem dziwne projekcje w czasie rzeczywistym, wszystko zmieniło barwy, wszystko było szare i to docierało do mnie! Syf tego świata stał się dla mnie oczywisty, zero uśmiechu, motywacji — wszystko mnie przytłaczało. Bełkotałem... Nie umiałem zebrać myśli... Z każdym dniem rodził się we mnie inny człowiek, który na swój sposób chciał się przed tym bronić. Raz nie ufałem nikomu, raz byłem cwaniakiem, raz potulny jak mysz, raz frajer, raz macho. Najgorsze, że nie zauważałem jak dzień w dzień jestem innym człowiekiem. Nie byłem sobą... Zacząłem więc szukać prawdziwego «Ja». Schizy w czasie rzeczywistym zamieniły się na schizy wykreowane w moim mózgu dopiero po czasie. Nie miałem już oczu skierowanych w szarą rzeczywistość tego świata, lecz uszy... Słyszałem, a raczej miałem halucynacje słuchowe, ze ktoś przeciwko mnie coś szykuje. Że cały świat czyha na mnie, obserwuje i się śmieje. Wizualne projekcje zamieniły się w projekcje w mojej głowie. Wyobrażałem sobie to i tamto. Przerażające wizje... Zabunkrowałem się w domu, czułem, że na zewnątrz mnie ktoś dopadnie. Tak już leci 2 czy 3 rok. Zero wsparcia od nikogo, tylko szydercze śmiechy, wykorzystywanie mnie. To już nie moje wizje, teraz wiem, że jest tak na prawdę. Zmieniałem się i ludzie to zauważyli i wiedzieli, że jestem podatny na byle co, mogli mną manipulować. Odszedłem od tych ludzi, i na siłę starałem się szukać innych, i kiedy to robiłem znów nie byłem sobą, rodził się we mnie ktoś, kto niby miał mi pomóc w zdobywaniu znajomości. I zwykle wychodziłem albo na kretyna, albo strasznego dupka. Raz nic niekumaty a raz przemądrzały. Im bardziej sobie uświadamiałem to, że jestem zerem, tym bardziej moja głowa puchła. Do dzisiaj boję się ukazać samego siebie, bo boję się odrzucenia, lub dostania w mordę. Zresztą nawet nie wiem kim jestem... tzn pamiętam z młodszych lat, ale nie umiem być sobą. Zresztą czasami mi sie to udaje, ale jestem wtedy sobą sprzed tych 2-3 lat, czyli totalnym dzieckiem. Zagubiłem czas tych 3 lat i jestem zacofany. 18 latek zachowuje się jak 15-sto... Więc to nie takie proste! Byc tym 15-latkiem i uczyć się na nowo tych 3 lat, czy udawać kogoś kim «powinienem» być teraz. Ale jak zrobić pierwsze, skoro wychodzę wtedy na bachora, a jak drugie, jak nie wiem, jak powinienem wyglądać teraz... I to jest moja tragedia. Dzięki, że mogłem się tym z wami podzielić. Pozdro

  28. Unknown says:

    Chcę podziękować Adminowi, za jego pracę, którą wkłada w wygląd tej strony. Zauważyłem, że moje niedbałe pismo tj. błędy w pisowni i brak polskich znaków, zostaje poprawiany. Podziwiam i szanuję Twój wkład Adminie, w wizualną i estetyczną stronę tego portalu. Dzięki temu wszystkie posty są czytelniejsze. Postaram się Tobie pomóc i pisać prawidłowo. Pozdrawiam

  29. elabuk says:

    Unknown! Chcę Ci podziękować za tak obrazowo opisany Twój stan. Jestem z Tobą, tym bardziej, że mam brata, który choruje i dzięki Twojemu listowi trochę lepiej mogę go zrozumieć. To jest trudne. Chciałabym Ci pomóc. Czy samotnie zmagasz się z chorobą, czy masz jakiegoś psychoterapeutę? Pozdrawiam, życzę lepszych dni. :)

  30. Unknown says:

    Elabuk, nie ma za co. Z chorobą sam sie zmagam, teraz jest tak, ze boję się cały czas, mam dziwne wizje, ale nauczyłem sie uodparniać na to. Ćwiczę silną wolę i nie pozwalam złym myślom zawładnąć mną, odrzucam je. A nawet jeśli się to nie udaje, to w głowie «kłócę» się z tymi myślami. Niestety często po takim dniu zmagań, jestem rozdrażniony, niespokojny mam wszystkiego dosyć, ale jakoś go przeżyłem.

  31. elabuk says:

    Unknown! Z tego, co piszesz, wynika, że masz całkiem dobry tzw. wgląd w chorobę. Mam nadzieję, że sobie z nią poradzisz. W każdym razie taki wgląd dobrze rokuje w przypadku kontaktu z psychoterapią i lekami. Człowiek wie, kiedy mogą go nachodzić złe stany i pilnuje się. Jednak samotnie to pochłania dużo Twojej energii. Może jednak warto byłoby się zdecydować na lekarza — jak najszybsze leczenie może dać taki rezultat, że już nigdy później nie będzie się «rokręcała» choroba, im później, tym gorzej. Dużo się o tym dowiadywałam, czytałam, rozmawiałam z lekarzami. Ale to oczywiście Twój wybór. Mam nadzieję, że nie próbowałeś z narkotykami? Niektórzy uważają kontakt z lekarzem, albo szpitalem za największy upadek, a to jest błąd — dzisiaj medycyna daje takie możliwości, że trzeba je wykorzystywać. Pozdrawiam i przepraszam, że się tak mądrzę, ale czemu nie dzielić się tym, czego się dowiedziało?:):):)

  32. Dorota says:

    Dzisiaj trafiłam tutaj pierwszy raz, zupełnie całkiem przypadkowo. Nawet nie wiem dlaczego w przeglądarce wpisałam «depresja»? Może to jakiś znak?

    Tak naprawdę to nie wiem czy cierpię na depresję. Po przeczytaniu powyższych wpisów wiele na to wskazuje. Nic mi się nie chce, nic mnie nie cieszy, jestem ogromnie nerwowa i wybucham z byle powodu. To co mam do zrobienia robię z wielkimi oporami i zazwyczaj na ostatnią chwilę. Nie mam celu w życiu, wszystko wydaje mi się takie szare i bezsensowne.

    Mam 30 lat, wspaniałego kochającego męża, cudownych rodziców i resztę rodziny. Czasami bardzo mi ich szkoda, że się muszą ze mną męczyć.

    Nikomu jeszcze nie mówiłam, że podejrzewam u siebie depresię. Jedynie co u dostrzegają to moją nerwowość i lenistwo.

  33. lenia says:

    Doroto!

    przede wszystkim z depresji można wyjśc. Tylko trzeba zobaczyć — czy można ją pokonać samemu, czy też potrzebna jest pomoc lekarza. Ważna jest też decyzja — jeżeli powinnam, mam takie właśnie objawy — to idę do specjalisty. Ja tak właśnie zrobiłam, dostałam leki i jest o niebo lepiej — inne myśli, mniejsza nerwowośc, lepsze patrzenie na świat. Nie poddawaj się! Jest duzo osób z takim problemem jak Ty:) Można i trzeba sobie pomóc — podjąć właściwą decyzję. I będzie lepiej:) Tego Ci życzę:)) lenia

  34. czarna says:

    Trafiłam na tę stronę, ponieważ chciałam napisać o swojej chorobie, a wiem że możecie mnie zrozumieć. Choruję na deprasję już nie wiem od jak dawna, tylko nie wiedziałam wczećniej, że to może być depresja. Podłoże mojej choroby zaczęło się w dzieciństwie, alkoholizm i zdrady taty z innymi kobietami i awantury częste między rodzicami, oraz w końcu rozpad ich małżeństwa. U mnie bardzo niska samoocena osobowości, czarne myśli, osamotnienie, brak zrozumienia oraz jeszcze na dokładkę nerwicę, oraz nadopiekuńczość ze strony mojej mamy, ponieważ po rozpadzie małżeństwa moich rodziców nastąpił także podział między mną a moją starszą siostrą, która zamieszkała z tatą. Obecnie jestem żoną i mamą dwóch córek, powinnam być szczęśliwa lecz niestety tak nie jest. Od czasu kiedy przyszły na świat nie pracuję zawodowo, zajmuję się domem i dziećmi, przestałam o siebie dbać i coraz bardziej zapadam w ciemność i bezsens istnienia. Wiązałam duże nadzieje z prawem jazdy, ale nie udało mi się do tej pory zdać i nie wiem kiedy to nastąpi, coraz bardziej się zniechęcam i nie wiem, czy kiedykolwiek mi się uda! Często wylewam wiadra łez po kontach, mąż mnie nie bardzo rozumie i często przyłapana na histerycznym płaczu i furii słyszę to zdanie, które w waszych historiach także się powtarza: «Weź się w garść», lub «Co cię znów ugryzło»!!! Nie potrafię się cieszyć tym co mam i przeraża mnie to, jaki wizerunek matki widzą we mnie moje dzieci, nie jest to zbyt ciekawy obrazek! Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam!

  35. Grazia says:

    Czarna, nie wiem w jakim jesteś wieku i w jakim wieku są Twoje dzieci, ale chce Ci o czymś napisać. Kiedy ja zachorowałam, mój syn miał około 14 lat. Nie raz myślałam o odebraniu sobie życia, bo uważałam, że lepiej dla mojego dziecka jest nie mieć matki w ogóle, niż mieć taką jaka ja jestem. Ale to nie jest prawda. Ostatnio, parę miesięcy temu, rozmawiałalm z moim 20-letnim już synem i on powiedział mi (teraz mieszka, pracuje i studiuje w Londynie), że gdy sobie o mnie mysli i sobie mnie przypomina, to nigdy nie ma mojego obrazu w chorobie, tylko w dobrym nastroju. Chodziaż był ze mną w chorobie 5 lat. Wytrzymasz długo, bo do nas matek wreszcie dociera, że odebranie sobie życia byłoby wielkim egoizmem. Nasi bliscy na to nie zasługują.

    Do mnie już rodzina i bliscy znajomi nie mówią, bym wzięłą się w garść, bo po prostu wziełąm ich prawie wszystkich po kolei do mojego psychiatry, który im starał się wytłumaczyć, co się ze mną dzieje. Myślę tutaj o Twoim mężu. Ja niestety jestem rozwiedziona i choroba też dołączyła się do tego.

    Nie piszę tu, żeby się «mądrzyć», bo sama jestem teraz w depresji i pomimo 8 lat choroby nadal nie umiem sobie z nią poradzić. Bo leki to nie wszystko. Przynajmniej w moim przypadku. Ciągle z nią walczę, chociaż psychoterapeuci mówią, że lepiej dla mnie byłoby się jej poddać. Dać przyzwolenie. Nie umiem...

  36. czarna says:

    Mam 35 lat, a moje dzieci — starsza 8, młodsza 5 lat. Także miałam takie myśli, że lepiej by miały moje dzieci, gdyby mnie nie było oraz, że każda inna matka jest lepsza ode mnie, a wynika to z oceny wniosków mojej mamy, która nie ma sobie nic do zarzucenia. Po rozwodzie z tatą podniosła się dosyć szybko, może to także kwestia silnego charakteru, ja jestem miękka jak gąbka i słaba psychicznie. Na pewno mają ogromny wpływ na to moje przeżycia z dzieciństwa, oraz rola jaką przyjęłam żyjąc w rodzinie gdzie był alkohol.

  37. miriamus says:

    Pierwszy epizod depresji miałam 8 lat temu. Do pracy wróciłam po 3 miesiącach brania leków, ale cały czas czułam się słabo. Na kolejny, bardzo silny epizod «pozwoliłam sobie» 4 lata temu. 2,5 roku na jednym leku — niby lekka poprawa, ale potem coraz gorzej, więc zmiana leku, pół roku na drugim leku — 0 reakcji. Teraz mam zacząć brać trzeci, niestety z grupy TLPD...

    Właśnie wróciłam z pół godzinnego posiedzenia w toalecie — schowałam się tam w pracy i ... ryczałam ...

    Nie dam rady tak żyć. Staczam się coraz bardziej, mimo że nie mam teraz żadnych powodów do depresji. Nie wierzę w leki, nie wierzę w psychoterapię (chodzę co 2 tygodnie od 2 lat i ogarnia mnie coraz większy bezsens...) Boję sie stracić pracę, bo z czego zapłacę rachunki? Okresy zwolnień przeplatają się więc z bolesnym wstawaniem do pracy... Nie mam dla siebie argumentów mobilizujących mnie do wstania do pracy. Codziennie rano płacz, od pół roku coraz gorzej... Zrezygnowałam z każdej aktywności. Zmuszam się tylko do pracy. 0 kontaktów towarzyskich, 0 kontaktów z rodziną... Nie mam siły... Pomaga mi jedna znajoma, do której dzwonię i ... jęczę, że nie chcę tak żyć... więc dlaczego tak żyję? Bo źle się czuję. Jestem słaba, nie mam siły, nie mam ochoty, wszystko jest bólem. Fizycznym i psychicznym bólem. Leczenie szpitalne? Boję się... Stracę pracę... Będą mieli dowód, że rzeczywiście jestem nienormalna. Poza tym cóż za różnica czy leki w domu, czy w szpitalu? Nie ma dla mnie pomocy. Nie ma dla mnie ratunku. Boję się że się zabiję...

  38. nataniel says:

    Cześć, od paru lat choruję, brałem już wszystkie tabletki, zioła, czytałem wszystko o wszystkich sposobach i nic. Nic się nie zmienia i tak już pewnie zostanie. Przestaję brać prochy, mija tydzień i znów siedzę po uszy w dołach, deprecha to nie choroba mózgu a duszy, a na leczenie duszy nie ma leku, aby odżyła trzeba światła od Tego, Który ją stworzył, ale jak przegnać chmury i odnależć światło?????? Znależć nadzieję w beznadziei? To może sposób? Jedyne co się we mnie zmieniło to to, że nie boję się już jej, ale nie mam też sił na funkcjonowanie, czuję się wrakiem, starcem.

  39. madzia says:

    Cześć, dziś piewszy raz weszłam na tę stronę, żeby się czegoś dowiedzieć o tej chorobie, i jak sobie pomóc. Też od kilku lat mam depresję, i wtedy nie potrafię sobie z nią poradzić, wszystko mnie denerwuje, nie mam sensu życie, ciągle się dołuję, uważam, że do niczego się nie nadaję, nic nie potrafię zrobić dobrze, nie mam przyjaciół, koleżanek. Nie wiem czemu tak się dzieje, powinnam być szczęśliwa, mam mieszkanie, męża, dwójkę dzieci, którymi się opiekuję w domu, bo są jeszcze małe, a i tak co jakiś czas dopada mnie depresja. I wtedy uważam, że nie jestem nikomu potrzebna, że nie mam pracy, z której mogłabym być zadowolona. Skończylam studia, ale i tak uważam, że nie dam sobie rady w pracy, że nie nadaję się do niczego. W dzieciństwie nikt mnie nie zauważał, moje zdanie nie było ważne, i pewnie dlatego dopada mnie ta choroba. Nie potrafię uwierzyć w to, że dam radę bez czyjejś pomocy. Mam nadzieję, że chociaż trochę pomoże mi to ,że wyrzucę to siebie.

  40. Unknown says:

    Elabuk — co do naszej ostatniej rozmowy, chorobę zostawiam coraz bardziej w tyle... ale zostaje żal, wzrasta samolubstwo, po chorobie zostały mi już tylko same złe cechy... nie widzę w sobie ani kawałka dobrego człowieka... mogę śmiało nazwać się chamem i świnią... nie chcę więcej ranić innych... boli mnie ból, który zadaję innym i to że nie umiem się zmienić... nie chcę już zawsze być takim człowiekiem :( (( Chcę być dobry!!!!!

  41. admin says:

    Unknown!

    To co napisałeś jest prawdziwe, piękne i daje wielką nadzieję.

    Dwa, trzy tygodnie temu ksiądz na kazaniu powiedział bardzo mądrą rzecz. To, że wszyscy jesteśmy źli i grzeszni — to wiadome i oczywiste. Ważne jest, abyśmy w świetle miłości Boga wykazali się skruchą, a nie poczuciem winy.

    I to jest Unknown dla Ciebie zdanie do przemyślenia.

    Jeśli swoją nową prawdziwą naturę, która w sposób oczywisty jest skażona grzechem, przyjmiesz ze skruchą, a nie z poczuciem winy, to Twoja dusza poczuje ulgę i wyzwolenie.

    Polecam Ci książkę Jana Grosfelda «O pokusie zejścia z Krzyża» (Oficyna Wydawnicza «Vocatio» Warszawa 1998)

    Swięta Faustyna (polecam też lekturę jej «Dzienniczków») czym bliżej była Boga, tym bardziej widziała swoją nędzę, grzeszność i upadek.

    Myślę, że większość naszych dolegliwości psychicznych polega na grzechu pychy, gdy chcemy być doskonali, bez skazy.

    Jednak Pan Bóg nas stworzył marnymi, grzesznymi, słabymi. I gdy przyjmiemy z miłością siebie właśnie takimi i będziemy oddawać w modlitwie Jemu naszą grzeszność, właśnie ze skruchą, a nie poczuciem winy, to zaczną się dziać dobre rzeczy. Pokochamy siebie, pokochamy naszych prześladowców.

    Bardzo się cieszę z Twojej drogi zdrowienia — nawet nie wiesz ile mi dziś dałeś radości tymi postami :)

    Pan Bóg Cię bardzo kocha, a ja Cię bardzo lubię i podziwiam :) jesteś świetnym facetem — wrażliwym i mądrym.

    Proszę o modlitwę za mnie i za moją rodzinę, ja będę się modlić z Ciebie i Twoich.

    To będzie nasz internetowo-forumowy Kościół.

    Pan Jezus powiedział, że gdzie dwóch czy trzech spotyka się na modlitwie, to On tam jest i działa.

    Pozdrawiam

  42. martaa says:

    admin, bardzo mi się podoba ten pomysł z internetowo-forumowym kościołem, będziemy mieć wiekszą siłę przebicia u Boga.:)

  43. Unknown says:

    Adminie dzięki Tobie za to, że mnie naprowadzilaś na stronę Boga. Pamiętasz? W którymś tam meilu pisałaś mi o Nim no i posłuchałem. Dzieki! Tak jak mówisz, zabija nas dążenie do doskonałości, pycha — dokładnie! Wyjęłaś mi to z ust.

    Na czym polega skrucha?

  44. Unknown says:

    Acha modlitwa, z chęcią się za Was pomodlę, tylko boję się, że nie będzie to modlitwa szczera :( Jestem samolubnym zarozumialcem i nie wiem czy cokolwiek we mnie jest szczere... oprócz zła, bo to na pewno :( Ale postaram się!!! Powodzenia Wszystkim życzę! Bierzcie z choroby ile się da!

  45. admin says:

    Unknown, wyobraź sobie, że modlitwa takich «złych» jak Ty jest niezwykle silna i skuteczna.

    Spowiedź święta jest aktem skruchy, bo wyznajemy w konfesjonale nasze grzechy, wyznajemy żal za nie i prosimy o wybaczenie. Spowiednik wyznacza pokutę.

    Pokuta jest aktem zadośćuczynienia. Zwykle kapłan wyznacza odmawianie modlitwy, albo uczestnictwo we Mszy św.

    Krótko mówiąc skrucha to jest przyznanie się do własnej słabości, zła, grzeszności i prośba o wybaczenie.

    Bóg jest Wielką Miłością, Bóg jest Prawdą. Wiara, że Bóg-Ojciec wszystko widzi, także naszą podłość, a pomimo wszystko nas kocha i jest gotów ciągle nam wybaczać i dalej nas kocha, daje siłę.

    Wiara jest łaską — niektórzy dostają ją natychmiast, gdy westchną do Pana Boga, inni dobijają się o nią latami.

  46. admin says:

    martaa, cieszę się, że spodobał Ci się pomysł wspólnego wspierania się modlitwą.

    A więc do dzieła!

    Już nas jest troje: ja, Ty i Unknown.

    Proponuję np. godzinę 15.00 — to jest godzina Miłosierdzia Bożego. Ja będę się modlić za Was Koronką do Miłosierdzia Bożego.

  47. k. nova says:

    Witajcie.

    Ja też ofiaruję swoje modlitwy za Was.

    Swój trud i ból.pozdrawiam

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>