Święty Paweł w Drugim Liście do Koryntian tak pisze: Powstrzymuję się jednak, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy.

Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował — żebym się nie unosił pychą.

Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».

Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.

Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, uciskach z powodu Chrystusa.

Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

Święty Paweł jest mi wyjątkowo bliski. On też, tak jak większość z nas, był wielkim grzesznikiem Zwalczał okrutnie chrześcijan.

Do dnia, kiedy upomniał się o niego Pan Bóg. Jego życie, podobnie jak świętego Augusta, miało dwa rozdziały: pierwszy bez Boga, drugi dla Boga.

Pozostawili po sobie świadectwa bardzo poruszające.

I właśnie my, słabi i grzeszni, możemy się do nich porównać — oczywiście do pierwszych bezbożnych okresów w ich życiu.

A potem czerpmy nadzieję i siłę z ich doświadczeń.

Jeśli uwierzymy w wielką, wybaczającą miłość Boga, to zacznie się nasze zdrowienie.

46 Responses to “Moc w słabości się doskonali”

  1. Piotr says:

    Ciezko jest myslec gdy jest sie w stanie depresji. Przeszkoda sa negatywne mysli jak i brak precyzji w mysleniu. Jest w czlowieku jednak cos co go popycha do szukania wyjscia z tej trudnej sytuacji. Taka sytuacja jest droga do doroslosci, nabierania doswiadczenia. Jestesmy postawieni w zupelnie innej sytuacji niz ludzie ktorzy nie cierpia na depresje. Jest to droga z trudnymi przeszkodami...

  2. pola says:

    do Piotr: masz rację, że nie chodzilo tu o to, że sama wiara w Boga wystarczy, żeby wyciagnać się z depresji. Zgadzam sie. Ale zobacz — apostoł Paweł powiedział: kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny. Myślą. że w depresji potrzebna jest pomoc Boga, tylko że On nie zawsze będzie odpowiadał na nasze modlitwy tak jak byśmy tego oczekiwali. Nie sprawi cudu na środku ulicy, ale może pomoże nam przez jakąś bliską osobę, która nie pozwoli nam sie zalamać... Apostoł Pawel kiedy był slaby dostawał pomoc i tą właśnie siłą od Boga był mocny. Pewnie że są takie osoby, które nie poradzą sobie z depresją bez fachowej pomocy, ale Ty umniejszasz rolę Stwórcy, przecież nie jesteś w stanie przewidzieć przyszłości, jak by wygladała bez Jego pomocy!

    Pozdrawiam.

    gdybyś chciał podyskutować to mój mail

    pauletee@wp.pl

  3. dlaludzi says:

    #

    By Piotr on listopada 24, 2007 | Reply

    Moc w slabości się doskonali…To prawda, ale my przecież mówimy o depresji. Ciężko powiedziec czym byl ościen w ciele apostola Pawla, ale jedno jest pewne — nie byla to deprecha. Komus kto jest w depresji, ciężko jest zrobic cokolwiek. Apostoł, o którym mowa, przeszedł na piechotę wiele kilometrow, 3 razy topił się okręt, na którym płynął, by głosić Słowo... Był wiele razy biczowany.Trudno się zdobyć na uśmiech komuś kto stoi w obliczu depresji. On stojąc w obliczu śmierci mowił — zawsze sie radujcie. Proponowałbym by nie upraszczać sprawy. Na depresję zapadają również ludzie wierzący i mówienie, że wiara w wybaczającą milość Boga wystarczy do zdrowienia, jest wielkim nieporozumieniem. Powiem wiecej — może wywołać większe poczucie winy i beznadzieję od tej, która już i tak jest… — piotrass72@interia.pl

    Do Piotra

    Ja rozumiem szerzej ten kontekst — Paweł nie radził sobie z czymś... modlił się, prosił, ale... Bóg nie zabrał tej niedogodności — to dla tych co myślą, ze wystarczy pomodlić się i wszystko zniknie...

    Ale powiedzial WYSTRACZY CI MOJEJ ŁASKI...

    ja to rozumiem — ze BÓG wie, jak nam ciężko i cudownie tego nie będzie zmieniał, ale wystarczy nam Jego laski — nie zostawi nas samych, itp.

    Mój lekarz powiedzial mi, że to choroba cywilizacyjna... coraz bardziej się do tego przekonuję — więc chora jest nasza cywilizacja, warunki, więc nie ma sensu tej choroby brać do siebie... personalnie, potraktować ją jak cukrzycy swoją cukrzycę, sercowcy czy zawałowcy — swoje serducho itp. Chociaż pewnie podobnie mogli czuć tylko trędowaci... wykluczeni, ale zobaczcie teraz trąd nie jest problemem.

    To czego uczy mnie depresja — to dbania o siebie.

    W bardzo szerokim kontekscie — zaspokajanie swoich potrzeb, nie bycie wszystkim dla wszystkich... wyznaczania wlasnych celów i osiagania ich, nawet z poslizgiem.

    Drastycznego i podstawowego brania pod uwage swoich mozliwosci, a nie swoich chęci sprostania czyimś oczekiwaniom...

    dbania o odpoczynek, relaks, czas tylko dla siebie... MUSZĘ TO REALIZOWAĆ, żeby móc normalnie, czyli bez wylączania się na długie depresje, funkcjonowac.

    Tak tylko poznając głębiej swoje ograniczenia można lepiej sobie radzić z nawrotami depresji.

    Ostatnio trafiłem na dobrą pozycję «Jak Wygrać Z Depresją? Trening» — mozna kupić w empiku.

    oraz tchnąca realizmem «Bądź swoim najlepszym przyjacielem»

    przyjaciel.zlotemysli.pl/dlaludzi — mozna pobrac darmowy fragment

  4. Fallen says:

    Witam... Długo się zastanawiałem nad napisaniem... Sam nawet nie wiem od czego zacząć... Na depresję choruję od kliku lat... a może i całą wieczność ;) U mnie jednak sprawa jest o tyle skomplikowana, że jestem narkomanem, choć nie «czynnym»... no i chyba popadam w alkoholizm, do czego za wcześnie jest się przyznacćprzed samym sobą, jak to u alkoholików bywa ;) Utrata pracy i szkoly nie zmobilizowała to tzw. wzięcia się w garść, a jeszcze bardziej popchnęła w błędne koło... Kilka dni temu odstawiłem leki... Próbuję wytrenować w sobie pozytywne myślenie... ale i tak czarne chmury spowijają coraz silniej i nieubłaganie... Najgorsza jest ta bezsilność i niemożność podjęcia jakiejkolwiek decyzji, w którą to stronę ruszyć (you know what i mean) ;) Rozstałem też się ze swoją kobietą... I jak ktoś tu pisze, że miłość jest jedynym remedium na depresje, to aż mnie skręca... bez obrazy oczywiscie. Moim ściśle subiektywnym zdaniem ona najszybciej podcina skrzydła... Nie potrafię się zwrocić do Boga... Wydaje mi się, że za dużo zawiniłem, abym mógł Go prosić o pomoc... Poza tym kiedy depresyjne demony wyją i rozrywają człowieka od srodka nie sposób się zwrócić do kogokolwiek... Pozdrawiam i życzę wytrwałości, której mi tak cholernie brakuje...

  5. anita says:

    do FALLEN: To nie ciekawie Tobie się ułożyło. Ja teraz mam depresję, ale nigdy nie uciekałam się do picia alkoholu, lub narkotyków. Ale chciałam odebrać sobie życie, więc brałam duże ilości psychotropów! Jak wszyscy cie zaszczują, i przeganiają... Nie miałam pracy, mieszkania, przyjaciół, wszyscy wystraszyli się moich problemow! Teraz jakoś funkcjonuję, ale wszystko przychodzi mi z takim trudem. Non stop antydepresanty. Besenne i koszmarne noce I obraz faceta potwora, który nigdy nie odpusci zemsty!

  6. Fallen says:

    Do Anita: Powiem Ci, że dobrze dobrane antydepresanty potrafią fałszywie uszczęśliwić człowieka... ale po dłuższym braniu... sam juz nie wiesz, kim naprawdę jesteś — jak to kiedyś ktoś mądrze napisał... No ale to chyba najlepsze wyjście niż miałoby się przez cały czas zwijać z agonii... Ja też próbowałem ze sobą skończyć, nie raz nie dwa... Wciąż szukam oświecenia. Dziś jest dobrze... a może dlatego że wypilem?;) Hehe... Miałaś może tak, że wolałaś funkcjonować w nocy niż w dzień? Kiedy mam nawroty depresji to ciągle przestawia mi się zegar biologiczny... I lżej jest jakby w środku nocy... niż w południe... Ciekawe dlaczego? Aha... i mogłabyś podać nazwę swoich antydepresantów? Pozdrawiam...

  7. sonia says:

    witajcie,

    pierwszy raz jestem na tej stronie, przeczytałam tylko kilka Waszych wypowiedzi, ale chciałam się z Wami podzielić informacją, że ja już nie cierpię tak bardzo dzięki leczeniu farmakologicznemu. Leczenie trwało ponad rok, ale było tak dobrze dobrane, że nie odczuwałam żadnych skutków ubocznych. Dziś, gdy patrzę wstecz, jestem wdzięczna mojej przyjaciółce, iż powiedziała mi co się ze mną dzieje (nie przypuszczałam, że to straszne cierpienie to choroba). Oczywiście nadal od czasu do czasu odczuwam stany przygnębienia, zniechęcenia i czasem truchleję na myśl, że wraca straszne cierpienie ale jak dotąd (odpukać) odganiam negatywne myśli i to się udaje:)

  8. MARCIN says:

    depresja to straszna rzecz. Wpadłem na nią kilka lat temu z powodu zawodu miłosnego. Prawie od początku wiedziałem, że ją mam, ale myślałem, że jakoś to będzie. Przez dwa lata się nie leczyłem. Byłem tak przygniębiony, że całymi dniami nie wychodziłem z domu. Tylko książki i telewizja i tak całymi dniami. Nic mi się nie chciało — nawet ogolić — ogarniał mnie jeden obezwładniający lęk, smutek — zadnej radości, kompleksy, zacząłem się bać ludzi, kobiet. W domu myśleli początkowo, że nic mi się nie chce — mówili zacznij od rzeczy małych — posprzątaj — a mnie to doprowadzało do szału, bo miałem na głowie nieodzajemnioną milość. Dowartościowywałem się książkami. nienawidziłem siebie. po 2,5 roku zacząłem się leczyć, ale niestety przerwałem i tak kilka razy. Przez dwa lata nie robiłem nic — tylko 8 godz znienawidzonej pracy i telewizja i spać. Moglem ludzi nie widzieć — sam negatywizm. Nienawidziłem siebie. Myślałem, że jakoś to będzie. potem podjąłem kolejną już próbę leczenia i przez dłuższy okres czasu było dobrze, ale niestety przerwałem — znowu byłem zły na siebie. Wylądowałem w klinice nerwic w Warszawie i tam na terapii indywidualnej psychiatra powiedziała rzecz straszną «proszę pana, ja się obawiam, że może nie być miejsca na kobietę — to straszne pomyślałem». W domu negatywizm. Chociaż pomagali mi jak mogli,postanowiłem coś zrobić ze swoim życiem i skończyć studia magisterskie w Poznaniu, ale jest mi ciężko i nie wiem czy dam radę. Nie wiem kiedy ten koszmar się skończy, czy dam radę. Starałem się modlić — zwłaszcza ulubiona modlitwą — koronką do Miłosierdzia Bożego — ale chyba brak mi wiary i wytrawłości. Staram się walczyć, ale brak czegoś pozytywnego — ludzi — kobiet które by mnie dowartościowały i pomogły mieć pozytywne myśli i wytrwać w leczeniu, bo w domu ja zamieniam życie moich bliskich w piekło — zaczynam krzyczeć — mowić do siebie — niekończąca się opowieść. Proszę o modlitwę. Tak bardzo potrzebuję Boga — Jego milości — kobiety, czułości. Nie wiem jak to będzie. Jeśli ktoś by chciał, to proszę o kontakt, proszę o modlitwę. Proszę o modlitwę. pozdrawiam marcin

  9. admin says:

    Do Marcina: Będę się za Ciebie od dzisiaj modlić Koronką do Miłosierdzia Bożego o 15.00.

    Jesteś bardzo dzielny — podjąłeś studia! To się liczy, warto pokonywać siebie, choć wiem, jakie to trudne dla ludzi w depresji. Ale zobaczysz, że to się naprawdę opłaci właśnie Tobie!

    Jeśli jeszcze ktoś włączyłby się do tej modlitwy o 15.00 (Ciebie też zapraszam) — to będzie ona mocniejsza.

    Stworzyliśmy na tym forum wspaniałą wspólnotę — więc wspierajmy się nie tylko świadectwami naszych trudnych doświadczeń, ale też modlitwą!

    Trzymaj się Marcinie — nie jesteś sam :)

  10. sonia says:

    często myślę o depresji, zwłaszcza, gdy jak teraz... mam urlop. Całe moje dzieciństwo to pijaństwo mojego ojca, wieczne nerwy czy znowu mój ojciec będzie się awanturował, potem przemoc psychiczna w moim małżeństwie, rozwód, miłość do innego mężczyzny (ja tej miłości nie dawałam żadnych szans ) teraz sama wychowuję dzieci. Wierzę w Boga i doskonale wiem, że bardzo mnie kocha, tylko mam straszny problem z chodzeniem na msze, i modlę się przeważnie też tylko wtedy, gdy jest mi źle. Wygląda na to, że jestem straszną egoistką i czasem myślę, że ponieważ nie jestem Bogu obojętna, dlatego mnie doświadcza. Podobno każdy ma swój krzyż... i ja mam właśnie taki, że całe życie mam pod górkę, ale co tam przecież inni mają dużo gorzej... pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

  11. bania says:

    nawet nie wiem jak zacząć... jest mi strasznie źle... a niby wszystko mam, zdrowie, rodzinę, kochającego chłopaka...studia... a mimo to... boje się że to wszystko stracę ;(( ciągle płaczę... skąd to sie bierze? kompleksów masa... nałapałam ich w dzieciństwie, kiedy to byłam największa w klasie... może nie wzrostem, a szerokością. Teraz już może nie odbiegam tak od innych, a ciągle czuję się gorsza... nieśmiała, mało mówię... chowam się, uciekam jak tylko jakiś problem. I teraz ta depresja... W sumie myślę, że zaczeęło się na studiach, ciężki kierunek, dużo nauki, może mnie to przerasta. Mam być farmaceutką? z depresja? A jak pomylę dawkę, wsadzą mnie do więzienia... Wszystko jest bez sensu... Do niczego się nie nadaję... Nie chce mi się żyć...

  12. Iwona says:

    Od kilku miesięcy choruję na depresję i nie potrafię sobie z tym sama poradzić. Mieszkam w Londynie z chłopakiem i tylko jego tak na prawdę mam tutaj. Nie mam własnych znajomych. Są tylko znajomi mego chłopaka. Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o mojej chorobie. Jest mi z tym bardzo ciężko, gdyż nikt z nich mnie nie rozumie. Wciąż mają do mnie pretensje, obwiniają mnie o wszystko, co doprowadza mnie do stanów załamania. Wmawiają mi, że problem jest we mnie i że muszę się zmienić. A ja naprawdę się staram za każdym razem. Potrzebuję kogoś, z kim mogłabym o tym porozmawiać, kto rozumie moją sytuację, mój stan. Proszę piszcie do mnie. Poradzcie mi, jak mam sobie z tym poradzić, jak zwyciężyć z depresję, bo nie radzę sobie ze sobą...

  13. Danusia says:

    Iwonko. Na początku rutynowe pytanie, czy byłaś z tym u lekarza? Jeśli nie byłaś, to powinnaś jak najszybciej to zrobić, dlatego że leki i tak podziałają dopiero po dłuższym braniu, a znaczną poprawę poczujesz po trzech miesiącach. Jest to konieczność. Nie zwlekaj z tym, bo wcześniej czy później i tak tam pójdziesz. A po co odwlekać i męczyć się. Posłuchaj, bo dobrze Ci radzę. Jest teraz na rynku dosyć uniwersalny lek, który naprawdę pomaga wielu osobom tj;Efektin R, polskim odpowiednikiem równie dobrym jest Velafax — troszkę tańszy. Nie zniechęcaj się do brania leków. Nikomu nie musisz się tym chwalić, a zobaczysz jak wróci Ci dobry nastrój, poprawi pamięć. Pozdrawiam Cię b.serdecznie.

  14. silaczka says:

    Iwona, ja mieszkam w Anglii od 5 lat. I chyba tutaj naprawdę dopiero rozwinęła się moja choroba. Do niedawna nie miałam jeszcze pojecia, że to depresja. TO bylo nienazwane. Obwinialam siebie, bo chciałam być silna za wszelką cenę. Samowystarczalna.

    Będziesz się tak zapętlać w nieskonczoność. Wiem, jak się czujesz. Jesli chcesz, to proszę podaj maila, ja napisze...

    I zgadzam się z Danusią — szukaj pomocy u lekarza.

  15. Krzysiek says:

    Ja choruję i leczę się na depresje od 4,5 roku, tak naprawdę nie miałem remisji tylko większe lub mniejsze doły, byłem w klinice na oddziale nerwic, byłem też przez 6 miesięcy na oddziale zamkniętym, gdzie miałem zabiegi elektryczne, teraz jestem w domu, dostałem nędzną rentę na 2 lata, trochę dorabiam, ale moja przyszłość nie rysuje się dobrze, mam 31 lat, samotny z wyboru, żadne sposoby leczenia nie zaskutkowały, nie wiem jak żyć, nie wiem jak długo jeszcze pożyję, leczę się u najlepszej pani profesor w Lublinie... Jestem wierzącym człowiekiem, ale istnienie czasami jest nie do zniesienia.......

  16. anies says:

    bliska mi osoba cierpi na depresję, widzę, że jeśli czegoś nie zrobię, stanie się najgorsze, może najgorsze dla mnie a nie dla niego? Jest to straszne, bolesne, czuję się bezsilna. Czy istnieje jakieś wyjście? Czuję, że na mnie spłyneła cała odpowiedzialność. On nie ma nikogo poza mną, byliśmy długo razem, ale odeszłam, wierzcie — musiałam, i w takim sensie również odpowiadam za jego dramat. Nie ma mowy o lekarzu i leczeniu, nigdy na to się nie zgodzi. Jestem blisko, ale nie tak jak by sobie tego życzył. Zdaje się, że nie mogę być już bliżej. Mieszkamy w Londynie. Od pół roku jego stan się pogarsza, nie utrzymuje sie w żadnej pracy, odizolował się od wszystkich, nie spi, nie je, cierpi. Jestem jedyną osobą, która dobija się do jego drzwi, przynosi posiłki, płaci za mieszkanie i przemawia w niekończącym się monologu, który trafia w próżnię. Czy mogę go jakoś ocalić? Wrócić? Kiedy było mi tak źle, jest osobą despotyczną, musiałabym zrezygnować z tego, bez czego trudno byłoby mi życ. Porzucić rodzine, znajomych, zainteresowania, sens mojego życia, pewno role nasze by się odwróciły. Oto mój dramat... Boże jak życ?! Jestem taka zmęczona

  17. babcia ela says:

    Krzysztof ! Pamiętaj, że właśnie tutaj możesz pisać o swoim samopoczuciu i postępach, czy nawrotach choroby. To jest dla nas wszystkich swoisty zawór bezpieczeństwa. Kiedy czujesz, że wybuchniesz — pisz. Wiem, że kiedyś marzyłam o anonimowej sposobności wygadania się (wypisania) przed zupełnie obcymi osobami, a jeszcze do tego rozumiejącymi co się ze mną dzieje. Leczę się na depresję już sześć lat i nie mogę powiedzieć, że jestem wolna od choroby a leczę się systematycznie. Jedynym pozytywem jest brak myśli samobójczych. Przeszłam w życiu bardzo wiele (mam 55lat) i chyba dlatego depresja mnie nie opuszcza. Jednak trzymam się i uważam, że żadna depresja nie będzie mną rządzić. Są dni, jak obecnie, że robię wszystko, żeby nie wychodzić z domu. Wychowuję 10.letnią wnusię. Wstaję rano, bo muszę, maluję się i robię wrażenie zadowolonej z życia. Tylko Wy wiecie, ile kosztuje nas udawanie. Walczę sama z sobą, żeby nie utonąć w rozpaczy jak wiele lat wcześniej. Myślę — a nawet to wiem — że człowiek jest twardszy od kamienia. Tylko nie można się poddawać.

    Droga Anis!!! Bardzo mi Ciebie szkoda. Jednak uważaj, żeby to poczucie winy nie zaowocowało u Ciebie chorobą. Rozumiem, że chcesz mu pomagać, ale nie kosztem własnego zdrowia. Nie Ty jesteś odpowiedzialna za jego stan psychiczny. Nic nie zrobisz, jeśli on nie chce się leczyć. A może jemu jest tak wygodnie i celowo gra rolę cierpiętnika, żeby Ciebie od siebie uzależnić? Spójrz na to chłodnym okiem. Pozdrawiam wszystkich radośnie.

  18. Radek says:

    ... gdy będę chodził ciemnymi dolinami, zła się nie ulęknę...

    Przede wszystkim trzeba złapać dystans do życia, do samego siebie.

    Mam chwile załmania, ale ma je każdy.

    To mi pomaga. Świat jest jaki jest, chcesz się w nim odnaleźć...? A gdzie się zgubiłeś? Mam problemy jak każdy... Życie jest darem a nie karą... tak mi się wydaje. Po co mam być smutny i zły, jak mogę być szczęśliwy, dam sobie szansę na szczęście. Jutro wstanę wypoczęty i zadowolony. Ja WALCZĘ!!! Pozdrawiam!

  19. beata says:

    «Miałaś może tak, że wolałaś funkcjonować w nocy niż w dzień? Kiedy mam nawroty depresji, to ciągle przestawia mi się zegar biologiczny… I lżej jest jakby w środku nocy… niż w południe… Ciekawe dlaczego?» do Fallen — ja tak mam. Wiesz dklaczego tak jest? bo wtedy większość ludzi śpi, nie musisz ogladać ich zadowolonych twarzy, udawać, że u Ciebie też jest ok i uśmiechać się. Jestes sam na sam ze swoim smutkiem, zamykasz się w swoim pokoju, domu i wiesz, że są małe szanse, że ktoś Ci przeszkodzi w Twoim bólu, dlatego tak jest...

  20. impresja23 says:

    Krzysiek, możesz mi podać namiary na prof. z Lublina, u której się leczysz, albo chociaż jej nazwisko? Mieszkam teraz w Lublinie, na depresję leczę się ok. 2 lat. Biorę Citaxin, ale zrezygnowałam z psychoterapii. Pozdrawiam:)

  21. Krzysiek says:

    Anis!! Kiedyś miałem dziewczynę, będąc w tym związku pojawiła się choroba, naprawdę byłem przekonany, że w części to JEJ wina, tkwiliśmy w tym razem. Wyjechała do Londynu, po roku spotkaliśmy się raz jeszcze. To ja zainicjowałem rozstanie, Ona miała alternatywę w postaci wyjazdu. Teraz jest tam z kimś innym... boli... ale może jest szczęśliwa. Ludzie w depresji, nie wiedząc nawet o tym, potrafią manipulować innymi i ich pogrążąć. Nie wracaj do tego co Cię raniło. To zniszczy Was oboje. Dobrze by było, aby On wrócił do kraju. W kraju istnieje ustawa o przymusowym leczeniu osób, które targnęły się na życie swoje lub innych (a morzenie się głodem jest takim targnięciem się na życie). W szpitalu potrafią zdziałać cuda, sam widziałem. Zastanów się nad tym, nie marnuj sobie życia i nie przeciągaj tego stanu, jego życie też może być zagrożone.

    Do Babci Eli. Wiem jak to trudno starać się, żeby wszystko było ok. Ja udaję, że pracuję teraz w domu (mój zawód na to pozwala), częściowo to prawda, ale tak naprawdę pracuję na 1/8, więcej nie potrafię z siebie wykrzesać. Chcę tylko dodać, że trzeba się leczyć u najlepszych, tylko oni mają dośwadczenie jak połączyć kilka leków na raz, a jeśli komuś zdarzy się szpital? Ja byłem w klinice, naprawdę nie jest tak strasznie, pielęgniarki bardzo się starały, aby każdy pacjent czuł się tam w miarę możliwości dobrze. A i pacjenci w większości są w porządku. Za mojego pobytu było np. dwóch księży, w tym jeden misjonarz.

    Trzymajmy się i nie poddawajmy

  22. Krzysiek says:

    Do Impresji23, namiary: prof. Halina Marmurowska-Michałowska, tel. gabinet. 743-19-20, sekretariat kliniki 744-409-67. Przyjmuje pon. -wtorek na ul. Kaprysowej 1. Jak nie dasz rady umówić się w gabinecie prywatnym, to zadzwoń do sekretariatu kliniki, tam Cię połączą z jej gabinetem i się umówisz. Niestety ceny w gab. prywatnym są z marsa. Pierwsza wizyta 200zł, każda kolejna 150... Ale tu chodzi o życie. Powodzenia

  23. kris says:

    byłem pacjentem szpitala psychiatrycznego kilkanaście razy i się nie podłamałem. znam swoją wartość i będę walczył o swoje. nigdy się nie poddawajcie. nigdy.

    groove@autograf.pl

  24. Kwiatuszek says:

    Jeju to straszne... a mnie sie nie chce życ...bo po co... Ciężko jest myśleć, gdy jest się w stanie SMUTKU:( Przeszkodą są negatywne myśli jak i brak precyzji w myśleniu.:| jest w człowieku jednak coś, co go popycha do szukania wyjścia z tej trudnej sytuacji. Ta sytuacja jest drogą do dorosłości, nabierania doświadczenia... nawet nie wiecie ile to mnie nauczyło... Jestem postawiona w zupełnie innej sytuacji niż ludzie, którzy nie cierpią!! Jest to droga z trudnymi przeszkodami… Boję się dnia nocy i ŻYCIA......

  25. Gina says:

    Leczę depresję od 2 lat, ale koncentracja wciąż nie wraca. Do tego w ogóle nie jestem asertywna! Przez to jestem strasznie wykorzystywana i poniżana w pracy. Boję się, że jak odmówię «wynieś, przynieś, pozamiataj», mimo iż jestem referentem księgowości, zostanę zwolniona lub nielubiana! Strasznie się boję braku akceptacji. Wiem, że to nie powinno mieć znaczenia, ale już jestem taka głupia, durna idiotka! Musiałam to gdzieś komus napisać, bo tak naprawdę nie mam komu. Jak nauczyć się asertywności? Nie chcę do końca życia być służącą koleżanek z pracy! To jest straszna choroba! Boję się, że jej nigdy nie pokonam.

  26. Marinka says:

    Witajcie,

    a ja się czuję cała zdrętwiała w środku. Tak bardzo staram się dla Boga — wspólnota, obowiązki, praca dla innych. Brak mi czasu dla siebie. Czasem myślę, ze nie mam dla siebie wcale miłosierdzia. Kiedyś się strasznie zakochałam w pewnym człowieku, który od dawna miał dziewczynę i z nią żył, przeżyłam piekło, które trwało 5 lat. Teraz mam to uczucie za sobą, ale jest we mnie pustka. Straciłam nadzieję, a zawsze tak mocno wierzyłam Bogu. Te lata to było jedno wielkie błaganie Boga o litość. O jakąkolwiek pomoc. O zabranie tej miłości. Wszystko we mnie umarło.

  27. zuska says:

    Od około pól roku zmagam się sama ze sobą. Nie dopuszczałam myśli, że to może być depresja, pewnie dlatego, że moje stany lękowe i brak jakiejkolwiek chęci do życia objawiają się z niewielkimi przerwami. W trakcie tych przerw jest wszystko w porządku, uśmiecham się i z pozoru jestem szczęśliwa. Ostatnio wszystko się nasiliło. Nie potrafię pozytywnie mysleć, nic mnie nie cieszy, czuję się bezwartościową osobą. Mój chłopak tego nie widzi i podobnie jak niektórzy z Was słyszę w kółko: «znowu wymyślasz, coś sobie znowu ubzdurałaś...itd». Przez to już nie staram się mu czegokolwiek tłumaczyć. Po prostu zamykam się w tym osamotnieniu. Mój chłopak jest jedyną bliską mi osobą w mieście, w którym studiujemy. Owszem mam kilka koleżanek , ale one mają swoje życia i nie zawsze możemy się spotkać. Dlatego też całą swoją uwagę poświęcam jemu. Od jakiegoś czasu stale słyszę od niego, że coś robię źle. A to się źle ubrałam, obiad za mało podgrzany, że jestem żałosna w tym co robię na co dzień. Zaczynam się zastanawiać, czy nie ma racji. Moją wielka wadą jest to, iż nie potrafię od razu skonfrontować takiej uwagi co do mojej osoby i po prostu stroję fochy tzn. mało mówię i widać po mnie jakbym była obrażona na cały świat. Tak naprawdę to tzw. fochy są moja jedyna obroną przed tym wszystkim. Zaczęłam bać się ludzi, zamykać w domu i nigdzie nie wychodzę. Przestałam się sobie podobać, nie mam ochoty ładnie się ubrać. Czuję się nie potrzebna. Dodam tylko, że jestem w takim punkcie w życiu, gdzie kończę studia i za niedługo będę na poważnie szukała pracy. Z moim obecnym nastawieniem do ludzi i świata czarno to widzę i bardzo boję się tej dorosłości. Kiedyś taka nie byłam, mało tego byłam otwartą, komunikatywna, pewna siebie kobietą, a teraz... nie wiem co się ze mną stało. Jeżeli ktoś ma podobny problem, niech odpisze na forum. Dziękuję.

  28. vasery says:

    Zuska ten Twój chłopak to dupek maksymalny, patrz na te jego określenia z dystansem, bo się zamęczysz, myśl o sobie dobrze, ważne co Ty o sobie myślisz, bo on Ci różne rzeczy może wmawiać i pogłębisz swój dołek. Ja już mam dużo lat i też słyszałam od takiego dupka przez 27 lat jakie jestem zero — cytuję jego słowa /sąsiadka to żona i matka a ty to jesteś zero/ nazwałam ją matką polką . 5 lat temu wyjechałam do pracy do Niemiec na pole /praca niewolnicza, ale to nic/, wyjechałam żeby udowodnić sobie, że nie jestem zerem, chociaż mam stałą pracę a on nie. Przeżywałam te jego określenia i teraz jestem na lekach przeciwdepresyjnych. Pozbądz się takiego dupka, bo jakby miał trochę chociaż oleju w głowie, to by zauważył, że Ci ciężko i pomógłby Ci.

  29. Nata says:

    Trafiłam tu przypadkiem, bez celu przeglądając strony. W sumie nie wiem co napisać, bo nigdy nie patrzyłam na moją osobę pod tym kątem, ale... jestem po prostu w całkowitym dołku, w sumie to już chyba od paru lat, wiem że po części sama się w to wpakowałam, bo wpakowałam się w związek, który od początku nie miał sensu, a jednak się łudziam, z każdym dniem jest coraz gorzej, już nie jesteśmy razem, ale ja nadal go kocham i nadal cierpię, a każdy jego problem biorę do siebie, chyba tak trochę żyje jego zyciem, nic mi się nie chce i... nie widze celu dalszego życia. Mam dość. Po co się tak męczyć

  30. Unknown says:

    Chciałbym umieścić tutaj jeden artykuł, ale za dużo on zajmuje. Więc podam link do strony z nim. Mówi on o depresji sławnych ludzi, którzy pokonali depresję sami, gdyż w ich czasach nie było żadnych terapii leczących, tworząc przy tym wielkie rzeczy dla Boga

    A tu cytat zachęcający do lektury

    «Wszyscy ci mężczyźni poza tym, że byli sławni, wiedzieli dobrze, co to depresja, ponieważ doświadczyli jej osobiście. I nie mam tu na myśli lekkiej chandry, lecz poważną depresję. Wszyscy oni, mimo długotrwałych i dotkliwych okresów melancholii, uczynili wielkie rzeczy dla Boga. Nie tylko wydobyli się z depresji, ale także, podobnie jak apostoł Paweł, przemienili to, co było dla nich „uciskiem“, w siłę która pomagała im rekompensować okresy przygnębienia i smutku. Najbardziej zdumiewające jest jednak to, że potrafili oni pokonać własną depresję w czasach, kiedy nikomu nie śniło się jeszcze o żadnej terapii. Byli osamotnieni w swoich zmaganiach. Prawdę powiedziawszy, aż do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, każdy, kto cierpiał na poważną depresję i nie lądował prędzej czy później w zakładzie psychiatrycznym, mógł mówić o szczęściu.»

    www.wdrodze.pl/md/prawdziwi.htm

  31. Anja Stern says:

    również trafiłam na tę stronę całkiem przypadkiem, pobieżnie przegladając srony o depresji, łudząc się, że znajdę jakiś cudowny środek na mój problem, który ciągnie sie już od dzieciństwa, zawsze byłam gorsza od reszty rodzeństwa: ta głupsza, brzydsza itp. Ciągłe poniżanie doprowadziło do poczucia niższości i beznadziejności, więc szukałam akceptacji u mężczyzn, którzy albo mnie wykorzystywali, albo moja już wypaczona samoocena doprowadzała do tego, że się ode mnie odwracali. W końcu spotkałam na swojej drodze mężczyznę, który był po prostu `idealny', świata poza nim nie widziałam. Odeszłam z domu, rzuciłam szkołę, odwróciłam się od przyjaciół. To on mi podał złoty środek na mój wtedy jeszcze nie aż tak poważny problem. Byliśmy tylko on i ja i narkotyki... Kiedy już byłam całkiem na dnie, zaczął mnie bić, lecz to mnie od niego nie odstraszyło, bo w domu byłam bita od kiedy pamiętam, więc byłam przyzwyczajona, to było dla mnie czymś zupełnie normalnym.

    Kiedy mało mnie nie zabił, postanowiłam od niego odejść, przestałam ćpać. Ale nie mogłam już dalej żyć, byłam już tak wyczerpana życiem, że postanowiłam się zabić. Odratowli mnie niestety, trafiłam do burdelu. Ale to też nie było nic strasznego w porównaniu do tego, jak bardzo cierpiała moja dusza. Po całym życiu spędzonym w bagnie, w końcu uśmiechnął się do mnie los i spotkałam na swojej drodze człowieka, ktory mnie naprawdę kocha: nie bije, nie krzyczy, szanuje mnie, nie pije, nie ćpa, widzi mnie jako wspaniałą kobietę, godną dobrego traktowania. Wie o mnie wszystko i mimo to kocha mnie taką jaka jestem.

    Wspaniały happy end, prawda? Jednak jestem tak wyniszczona od środka, że nie potrafię już normalnie życ, funkcjonować w świecie, rozmawiać z ludżmi, czuję się jak nikt. Przy życiu trzyma mnie tylko świadomość, że gdybym się zabiła, to zmarnowałabym życie jemu. Więc się męczę... nadzieja, że będzie dobrze już dawno odeszła i jakiekolwiek próby ratowania siebie, z góry skazane są na niepowodzenie, czuję się jak w potrzasku. Najbardziej boję się tego, że któregoś dnia stracę kontrolę nad sobą i zamkną mnie w psychiatryku, ale póki co muszę to wszystko znosić.

  32. krzysiek says:

    cześć aniu, jak masz chwilę wolnego czasu, to napisz do mnie, chcę porozmawiać z Tobą. Nie jesteś tak słaba jak myslisz, podziwiam Cię za te zmiany jakie zaszły w Tobie — to ciekawe. Napisz

    krzysiek to mój e-meil kzuber70@o2.pl

  33. ola says:

    Zuska! Vasery ma absolutną rację. Ja tez przez wiele lat tkwiłam w takim związku, gdzie wciąż słyszałam, że jestem kiepską matką, beznadziejną gospodynią, skończyłam złe studia, za mało zarabiam, jestem nietowarzyska itd......Kiedy zaczęłam chorować, usłyszałam, że jak przestanę myśleć o głupotach i wezmę się za jakąś pracę, to mi przejdzie. Rozwiodłam się, zaczęłam się leczyć, jeżdżę do terapeuty. Dobrze nie jest, ale przynajmniej mam nadzieję, że może kiedyś... Ciężko znoszę samotność, ale wolę być sama niż z kimś, kto powoli, ale skutecznie mnie wykańczał.

  34. Agusia Niczyja says:

    ja zmagam się z depresją od 4 lat, pomogłam sobie korzystając z wizyty u psychiatry, dzięki któremu żyje, w porę przepisał mi odpowiednie leki, które jednak po jakimś czasie przestawały dzialać i zmieniałam na inne. Najtrudniejsze w tym wszystkim, że mam 4 małych dzieci i właściwie oparcia nie mam w nikim, najbardziej boli, że matka, która powinna mnie wesprzeć, dodatkowo mnie dołuje, twierdząc, że trzeba się wziać w garść, zacząć modlić i rzucic wszelkie farmakologiczne świnstwo, we mnie sił coraz mniej, unikam ludzi, cęesto krzyczę i płaczę. Od kilku dni biorę citaxin — nie wiem, pokładam w nim nadzieje, kilkakrotnie, żeby udowodnić sobie i matce, że jestem silna i nieuzalezniona, bez zgody lekarza zrywałam z lekami, ale powracało ze zdwojoną siłą. Czuję się jak wariatka, tak wydaje mi się, że na mnie patrza ci co wiedzą o mojej chorobie. Wiele w życiu przeszłam, choć mam dopiero 32 lata — czuję się stara, wypalona, pusta, ale podejmuje wyzwanie i zmuszam sie do życia, siła woli do opieki nad dziećmi, bo mąją tylko mnie i męża, który jest jeszcze słabszy psychicznie. Nie moge dopuścić do załamania, dlatego bardzo proszę wszystkie wierzące osoby o modlitwę w intencji mojej i mojej rodziny. Ciężko mi, bo w tym wszystkim czuję się okropnie samotna

  35. Grzesiek says:

    Nie jesteśmy niczyi, należymy do Pana Boga. A jeśli chodzi o leki, nie odstawiaj ich nigdy nagle, bo reakcje organizmu są różne, zawsze odstawiaj stopniowo pod kontrolą lekarza.

    Ps. Masz dużo siły, a to bardzo ważne w tej chorobie. Pozdrawiam całą Twoją rodzinę

  36. Agusia Niczyja says:

    dziekuję za tych parę dobrych słów, co do Boga, to czasem wydaje mi się, że On się tylko przygląda zmaganiom człowieka gdzies z boku, nie włączając sie. Mam jedno pytanie — nie wiem czy agresywne zachowania, czesto ogarniające uczucie nienawiści, uraza do innych ludzi, może być spowodowane depresją? Czy raczej to jest wpisane w charakter człowieka, jego osobowość — zdarzały mi się takie zachowania, myślę, że parę osób bardzo skrzywdziłam, nie wiem czy wiązać to z chorobą, czy ja taka podła już jestem z natury. Może ktoś z Was doświadczał podobnych nastrojów — prosze — napiszcie.

    aha, coś sobie przypomniałam — ostatnio po długiej przerwie zdecydowałam się na spowiedź św, trafiłam na starszego księdza egzorcystę, który poza tym, że jest mądrym człowiekiem, powiedział coś, z czym się nie zgadzam i co mnie troszkę zabolało — stwierdził, że depresja jest spowodowana grzechem człowieka, brakiem wiary i związanym z tym działaniem złego ducha, który chce doprowadzic człowieka do tragicznej ostatecznosci i pozbawić możliwości zbawienia. Ja zachorowałam na depresję po urodzeniu 2 dziecka, po 2 letniej walce z alkoholizmem męża i paroma nieszcześliwymi zdarzeniami, o czym owemu księdzu już nie zdążyłam wspomnieć

  37. słota says:

    Myślę, że nie można generalizować ludzkich zachowań w poszczególnych sytuacjach. Przecież każdy z nas jest inny i każdy po swojemu reaguje na różne bodźce. Owszem najłatwiej jest «zwalić» wszystko na chorobę i choćby przed sobą udawać, że jest się usprawiedliwionym, ale to przecież do niczego nie prowadzi. Prawdą jest jednak, że w depresji człowiek jest totalnie rozchwiany emocjonalnie i reaguje niewspółmiernie do tego, co go spotyka. Mam na myśli dzikie awantury z powodu nie umytej szklanki itp ;-> Ja ten etap chyba mam już za sobą, choć zdarza mi się pokłócić z kimś z byle powodu. Człowiek w depresji jest rozdrażniony, brakuje mu akceptacji i zrozumienia i dlatego nienawidzi wszystkiego i wszystkich, a najbardziej siebie.

    Ja tu się wymądrzam, a tak naprawdę chodzi mi o to, że trzeba pracować nad sobą. Terapia, którą przeszłam nauczyła mnie właśnie tego, że trzeba obserwować siebie. Znajdować przyczynę swoich zachowań. Teraz mam w sobie więcej empatii, zastanawiam się, co czują inni w konfrontacji ze mną. Oczywiście nie jestem w stanie tego kontrolować, np. podczas sprzeczki, ale jak ostygną emocje, zastanawiam się, czy to na pewno ja miałam rację, a jeśli tak, to dlaczego tak ostro zareagowałam. Często się okazuje, że pewne rzeczy sugeruje nam podświadomość. Np. na głośne zachowanie reaguję złością i lękiem, bo przypomina mi to zachowanie ojca z mojego dzieciństwa, a matka zawsze wpajała mi, że trzeba się cicho i grzecznie zachowywać. Jest masa takich rzeczy. Kogoś osądzamy nie słusznie, bo przypomina nam jakąś nielubianą osobę z przeszłości. Najbardziej uciążliwe jest dla mnie czarnowidztwo, jakie przejęłam od matki. Miedzy innymi dlatego nie mogę się wyzbyć zaburzeń lękowych. Choć chcę bardzo pokonać chorobę, to przy każdej podejmowanej próbie towarzyszy mi przekonanie, że i tak się nie uda i koło się zamyka.

  38. Agusia Niczyja says:

    do mnie nic już nie trafia, jestem zmęczona, brak mi sił, nie chce mi się jeść, każdy dzień jest takim samym ciężarem, marzę o tym żeby się po prostu nie obudzić — nie mam na myśli samobójstwa, po prostu żeby zniknąć, nic mnie już nie jest w stanie ucieszyć, ani zaskoczyć.

  39. martaa says:

    by agusia. Ja do wczoraj też tak miałam, ale doszłam do wniosku, że jeśli tak dalej będzie, to albo sobie palnę w łeb, albo zapiję i stwierdziłam, że pieprzyć to wszystko, to moje życie i będe sobą, bo to o to chyba chodzi. Robić to na co ma się ochote i nie patrzeć na innych, wywalić wszystko co było kłamstwem, fałszywi przyjaciele, FASZYWE ŻYCIE, fałszywe uczucia i stanąć w prawdzie na swój temat i żyć, ja na przykład modliłam się o to, co teraz widzę jest nie dla mnie to tylko forma zabezpieczenia, bałam się, że zostanę sama i zostałam, ale i tak byłam wśród pozorów. Bóg nie pomaga tak jak tego oczekujemy — dawno się już przekonałam.

    ,,istnieją dwie drogi /; możesz dalej uciekać, chować się, winić cały świat za swoje problemy lub też stanąć na własnych nogach i postanowić zostać SOBĄ''

    proszę o komentarz! może ktoś ma coś do dodania, albo nie zgadza się ze mną

  40. admin says:

    martaa; mamy takie tendencje, żeby szukać wokół winnych — i trudno się nam dziwić, bo dostaliśmy «po kościach» od najbliższych swego czasu, gdy dorastaliśmy, dojrzewaliśmy. Jednak to patrzenie w przeszłość jest potrzebne tylko do pewnego momentu, do momentu, w którym umiejscowimy ból, znajdziemy jego przyczynę. Następny etap to powinno być wybaczanie i na koniec odwrócenie się na pięcie od przeszłości. «Umarłym zostawcie grzebanie zmarłych». Trzeba się zabrać za siebie, zadbać o siebie, o swój sen, dobre jedzonkie, piękne spacery, ładne ubrania, kino, teatr, wystawy, dobrą książkę. To jest ten zdrowy egoizm, który ludziom rozchwianym emocjonalnie przywraca równowagę. I trzeba zapomnieć — tak jak pisałaś — że zmienimy świat czy ludzi. Jeśli uda nam się siebie zmienić, swój sposób reagowania — to będzie wielki sukces. A gdy uda nam się choć trochę zmienić siebie, to razem z nami będzie się zmieniał świat. Dziś widzimy go ciemno, fałszywie, bo projektujemy na zewnątrz nasze myśli. Gdy myśli staną się jasne i świat pojaśnieje :)

    Czego życzę nam wszystkim

  41. Agusia Niczyja says:

    marta masz rację, zresztą admin też, ale jak przełamac ten smutek ciągły, wewnętrzny ból, niemożność cieszenia się czymkolwiek — wybaczenie? Fajnie sie słyszy, czyta, tylko co to za wybaczenie, kiedy myśli obsesyjnie wracają i zatruwają życie, przecież zapomnieć się nie da, to oszukiwanie siebie, każdy dzień jest ciężarem nie do udźwignięcia, już od rana czekam na wieczór i każdy dzień taki sam

  42. martaa says:

    by agusia czy niczyja?:) hehe, ja mam też takie myśli non stop i już nie robię nic z nimi, bo wiem, że czym bardziej się nimi zajmuję, tym bardziej są natrętne, czasem mam wrażenie, że żyję przeszłym, ale co z tym wewnętrzym smutkiem zrobić, już nie mam pojęcia. Próbowałam wszystkiego i nic, trudno, zmarnowane życie i zgoda na takie, trudno się mówi, bo i tak nic tu nie pomoże, życzę więcej siły i optymizmu

  43. Agusia Niczyja says:

    a u mnie dochodzi mąż z problemem alkoholowym, walczyłam z tym, ale ciągoty powracają, bywają awantury, których uczestnikami są dzieci i to mnie najbardziej boli i przytłacza. Tak naprawdę jeszcze tylko ze względu na nie ciągnę, ale sił brakuje, czuję się przegrana, zastraszona, nie mogę zostawić dzieci i uciec. Ciągły niepokój i brak bezpieczeństwa psychicznego, to główna przyczyna choroby

  44. admin says:

    Agusia Niczyja, nie poradzisz sobie sama z tymi problemami. Namawiam Cię serdecznie na spotkania Allanonu — to są grupy wsparcia dla żon alkoholików. Spróbuj znaleźć przez internet adresy tych spotkań. Dostaniesz tam wzmocnienie i wsparcie. Picie Twojego męża to problem nie tylko jego, ale całej Waszej rodziny. Potrzebujecie pomocy. Ratuj siebie i swoje dzieci!

  45. Agusia Niczyja says:

    dziękuję Admin, na szczęście te akcje nie zdarzają się często, dziwi mnie znieczulica sąsiadów, którzy widzą, że prowadzę się porządnie, nie piję, dbam o dzieci a mimo to nigdy nie zareagowali,to samo moja rodzina, są zdania, że wybrałam sobie takiego faceta to się muszę męczyć i że na pewno ja też mam swoją winę, skoro dochodzi do takich sytuacji, przestałam się po prostu skarżyc, tylko w sytuacji, w której czuję się zagrożona wzywam policję, przynajmniej oni są po mojej stronie

  46. admin says:

    Agusia Niczyja!

    Tak naprawdę to jesteś Pana Boga a nie niczyja :)

    Agusia, dalej namawiam Cię na szukanie grupy wsparcia.

    To jest siła, to jest szansa wyjścia z piekielnych niemocy.

    Byłam w tym i wiem o czym piszę.

    Szukaj pomocy — wszędzie. U księdza, w grupie przyparafialnej, terapeutycznej — każdy adres jest dobry. Ważne, żebyś zobaczyła swoją bezsilność i bezradność wobec sytuacji, w których uczestniczysz.

    Nie bój się — proś o pomoc. Sąsiedzi nie widzą, bo chcą być delikatni. Nie miej im tego za złe.

    Czy wprost poprosiłaś kogoś z nich o pomoc?

    Rodzina to inna kwestia. Nie widzą, bo się boją podjąć ryzyko ingerencji.

    Nie szukaj w rodzinie wsparcia — może być zbyt słaba na Twoje problemy.

    Agusia — walcz o siebie, o swoje dzieci. Nie ma takiej matni, z której nie dało by się wydostać!

    Pisz! Pisz do nas — jesteśmy takim małym zalążkien grupy ludzi wspierających się :)

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>